Bartek Raciborski z WebStop.pl porównuje szanse serwisów rodzimych i zagranicznych:
Słusznie. Nie zgodzę się tylko z konkluzją całości porównania:
Prawda jest jeszcze bardziej okrutna. Zagraniczne serwisy wygrywają z polskimi pod jednym warunkiem: jeśli nie trzeba w nich znać języków obcych. Dlatego wygrywa google, youtube, flickr. Dlatego nie ma szans facebook.
Podobnie, polskich użytkowników odrzuca „zbyt szeroko opisana odmienność” - np. eBay. Są przyzwyczajeni do małej ilości instrukcji, łopatologii, sztampy. Jeżeli coś jest inne i aby tego używać trzeba przeczytać kilka stron tekstu - nie ma szans żeby się przyjęło…
Całość:
Poprzedni news: Lepiej się nie wychylać…
Następny news: Kolejna luka w Allegro.pl

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# Bartek Raciborski — 14/8/2007 @ 1:53:
Dzięki za głos w dyskusji. Celowo w moim artykule w dużej mierze pominąłem kwestię lokalizacji serwisów, z dwóch powodów:
1) Na pewno zagraniczne serwisy z contentem anglojęzycznym nie zatrzęsą polskim rynkiem - to oczywiste. Nie zatrzęsą żadnym nie-anglojęzycznym rynkiem, bo to nie chodzi o to, że Polacy nie znają angielskiego, ale o to, że Niemcy, Włosi czy Hiszpanie też wolą korzystać z własnego języka niż angielskiego - to normalne i ma zastosowanie na całym świecie.
2) Zrobienie polskiego tłumaczenia i polskiej wersji to nie jest żadna bariera wejścia - to stosunkowo prosta sprawa dla większości serwisów (mówię o interfejsie, nie o contencie).
Oczywistym jest więc, że oferując content anglojęzyczny, nie można zdobyć polskiego rynku. Zagraniczne serwisy, żeby zdobyć popularność w Polsce muszą:
* albo mieć content po polsku
* albo mieć content na tyle multimedialny, że język jest mniej istotny (np. Flickr, last.fm)
* albo muszą to być po prostu usługi, na bazie których powstaje content użytkowników (np. YouTube, Flickr, Wikipedia).
Jeśli żaden z tych warunków nie jest spełniony, to rzecz jasna nie ma szans na masową popularność w Polsce - to dosyć naturalne.
Przy czym spełnić któryś z tych warunków w dobie web 2.0 nie jest trudno (treści użytkowników nie redakcyjne - więc wystarczy przetłumaczyć tylko interfejs; coraz więcej serwisów w ogóle bez treści - narzędzi operujących na agregowanych treściach typu Netvibes czy Google Reader), ale co z tego, że Bebo czy Netlog mają polskie wersje - ja nie wróżę im sukcesu na naszym rynku.
# PORTAL ALLEGRO.FM — 15/8/2007 @ 0:34:
Witam!
Kwestia tego typu monopolu, nie jest tematem książkowym i jest ciężka do opisania z punktu widzenia osób nie mających z tym do czynienia na co dzień. Aby złamać ten monopol, dla dobra polskiej gospodarki, polskich internautów oraz równości w sektorze aukcji internetowych, trzeba osiągnąć skomplikowaną mieszaninę małych, aczkolwiek ważnych czynników marketingowych i przesłanek czysto public relations. To jest mniej więcej jak przepis panierki z KFC, aczkolwiek gwarantuję, iż jest taka możliwość aby można coś zmienić. Tu trzeba głosu, który mówi za wielu i przez wielu jest rozumiany. Tu trzeba dodatkowych bezpłatnych działów. Tu trzeba charytatywności, całego szeregu współpracy z mediami oraz walki aby obalić mit Allegro jako niepokonane. Tu trzeba drugiego Allegro, bo inna nazwa w Polsce niestety według naszych szerokich badań nie gwarantuje nawet kilkuprocentowego przebicia. To jak by chcieć sprzedawać Piwo pod nazwą Wino… Zbyt bardzo media w Polsce przestały zważać na przestrzeganie prawa polskiego i wprost reklamują co krok allego.pl bez żadnych ograniczeń, co zasługuje na ogromne kary i odszkodowania, chociażby dla konkurencyjnego serwisu o tej samej nazwie, gdyż nazwa Allegro nie może być nigdy zastrzeżona, podobnie jak nazwa Szybo lub Zwinnie. Walka ta przypomina walkę Don Kichota z wiatrakami a przepłacone serwisy typu aukcje.org wojują słowem oraz niepotwierdzonymi bredniami aby przypadkiem serwis Allegro.fm nie pomógł dzieciom i bezdomnym.
Pozdrawiamy - Grupa Allegro.fm
# Jacek Z. Strzembkowski — 15/8/2007 @ 1:57:
… powyższy komentarz zatwierdziłem do publikacji, bo raz-na-jakiś-czas takie fantazje odprężają i powodują uśmiech.
A teraz, ad rem :
Polecam trzy materiały:
Pościg za Allegro, 14/04/2005
Nakłady na Allegro.pl, 15/04/2005
Aukcje internetowe - jak przełamać monopol?, 10/02/2006
Co do eBay, moje zdanie na temat ich poczynań wyraziłem w materiale eBay.pl - byłem na piwie (11/11/2006). Nic się od tamtego czasu nie zmieniło. Komentarze czytelników pod tamtym newsem potwierdzają zresztą tezę z powyższej polemiki (eBay jest zbyt skomplikowany).
# do — 15/8/2007 @ 13:53:
Im ja bardziej to czytać, tym mniej rozumieć …
p.s.
Ponieważ mamy święto, Allegro.pl - cud nad Wisłą ? -;))
PZDR
# Patryk — 17/8/2007 @ 17:53:
Wiadomo że przy wyborze ważna jest marka. Patrząc na polskie serwisy aukcyjne marką pochwalić mogą się Allegro i eBay, reszta jest nie znana.
Jako kupujący jest mi obojętne czy będę kupował na Allegro czy eBay, będę kupował tam gdzie jest większy wybór, a co za tym idzie niższe ceny (konkurencja).
Jako sprzedający będę sprzedawał tam gdzie jest więcej kupujących.
Sprzedających można jednak podzielić na dwie grupy. Ogólnie mówić tych którzy mają dobrą organizację i tych co jej nie mają. Generalnie chodzi o to że gdy mam za mało pracowników w stosunku do sprzedawanego towaru to we własne firmie spędzam 16 godzin dziennie latając z jęzorem na wierzchu, bo che być konkurencyjny przez co wolę zamęczyć się na śmierć niż zatrudnić kogoś do pomocy. tak zapewne jest w wielu firmach.
Wystawiam na Allegro i eBay. Na Allegro bo jest duży ruch, na eBay bo jest taniej. Jednak gdy nie mam czasu bawić się w dwa cenniki to wystawiam ten sam towar na dwóch serwisach w tej samej cenie, pomimo że na eBay nie płacę prowizji. Gdybym był uploader który pozwalał by wystawianie tego samego towaru na dwóch serwisach w rożnych cenach (cena + prowizje i opłaty) wydaje mi się że było by inaczej. Kupujący widzieli by różnicę w cenach. Ale to tylko moje gdybanie.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.