Już tradycyjnie, odrobinę luźniejszy temat od ojca prowadzącego - na weekend, a właściwie niedzielne popołudnie, które z niego pozostało.
Pod jednym z materiałów opublikowanych w tym tygodniu miała miejsce wymiana komentarzy:
@Tadokula - a od kiedy handel ma coś wspólnego z uczciwością? ;) Już samo słowo „marketing” to po prostu ładne określenie faktu wciskania Ci produktu, którego wcale nie potrzebujesz, za cenę, na którą Cię nie stać ;) (..)
# tadokula — 11/4/2008 @ 0:20: | Edycja
@monter: handel na dłuższą metę nie jest możliwy bez elementarnej uczciwości - możesz o to być spokojny. Od lat jestem handlowcem - także internetowym - i wiem coś o tym.
Uzycie słowa „marketing” zawsze zaś jest podejrzane.
Zamiast odpowiedzi, postanowiłem przetłumaczyć kilka urywków z książki, którą lubię i co jakiś czas do niej wracam.
„Marketing Without Advertising”, Michael Phillips i Salli Rasberry, edycja Peri Pakroo, wydanie trzecie, Nolo press 2001. Książkę można zamówić w formie elektronicznej za kilkanaście dolarów (w nowszej, uzupełnionej wersji). W odróżnieniu od większości ebooków - jest warta swojej ceny. Choć w zasadzie, nikogo niczego nie uczy. Osobom, które traktują interesy uczciwie pokazuje, że nie są odmieńcami, naiwniakami czy frajerami. Dla osób, które żyją z cwaniactwa - cóż, będzie kompletnie niezrozumiała i zapewne przestaną ją czytać po kilku stronach.
Jeśli choć trochę mnie przypominasz, zdążyłeś się zapewne nauczyć, że najgłośniej grają kiepscy trębacze. I wiesz jak znaleźć najlepszą firmę, kiedy czegokolwiek potrzebujesz. Prawie zawsze, bez względu na to czy potrzebujesz nowy dach dla swojego domu, księgowego do firmy, korepetytora z matematyki dla swoich dzieci czy restauracji na sobotnie popołudnie szukasz rekomendacji – kogoś, komu ufasz i wiesz, że ma wiedzę w temacie.
Kiedy uchwycisz prosty fakt, że nie jest ważne to, co przedsiębiorca mówi o sobie, a to co mówią o nim inni, szybko pojmiesz o czym jest ta książka. Postawmy to jasno: najlepszą drogą do sukcesu w interesach jest prowadzić je tak dobrze, aby lojalni i zadowoleni klienci opowiadali o tym, co robisz. Zamiast wydawać małą fortunę na reklamę, lepiej wydać te same pieniądze na ulepszanie Twojego przedsiębiorstwa oraz dbałość o klienta.
(…)
Marketing oznacza prowadzenie dobrego interesu tak, aby ludzie o tym wiedzieli. Każde przedsięwzięcie, którego podejmuje się Twoja firma jest komunikatem marketingowym. Budowanie wizerunku handlowego nie jest czymś wymyślonym przez firmy PR – to odbicie tego co robisz i jak to robisz.
(…)
Być może zaskoczy Cię jak wiele przedsiębiorstw odkryło, że nie potrzebują reklamy, aby prosperować. Większość – ponad 2/3 przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych, prowadzi swoją działalność bez reklamy.
Poprzedni news: JPG jako dowód?
Następny news: „dwa niezależne mechanizmy”

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# tadokula — 13/4/2008 @ 13:40:
Cieszę się z załozenia tego wątku. Zawodowo zajmuję się handlem hurtowym i nie posługuję się ŻADNYMI formami reklamy - a mimo to kontaktują się ze mną klienci, do których nigdy osobiście nie dotarłem. To efekt idącej za mną opinii.
Panorama Firm zamieszcza mój wpis w wydaniu internetowym (bezpłatnie, choć formalnie należy za to zapłacić, ale odmówiłem) - prócz spamu nic tą drogą nie uzyskałem.
W handlu internetowym bardzo rzadko stosuję promowanie aukcji czymś więcej, niż miniaturką przy tytule aukcji - i mam stałych nabywców. To efekt solidnej pracy przy obsłudze nabywców - nic więcej (i nic mniej).
Marketing ma oczywiscie swoje definicje - mniej lub więcej patetyczne - ale w naszej rzeczywistości kojarzy się pejoratywnie, jako metodyka robienia ludziom wody z mózgu. Chyba nie ma się czemu dziwić.
Potwierdzam swą opinię, że handel na dłuższą metę nie jest możliwy bez uczciwego traktowania klientów (i sprzedawców też). Oczywiscie, jeśli jest się przekupniem bazarowym - dziś można wcisnąć kit komuś w Pcimiu, jutro w Szczyrku - ale ilość miejscowości w których mozna pozostawić złe wrażenie jest skończona, ilość frajerów - ograniczona. W handlu nieuczciwość po prostu nie popłaca.
W innych wątkach poruszałem kwestię utraty klientów przez serwisy aukcyjne - zwłaszcza eBay. Przytaczałem przykłady: mój i jednego z moich kolegów. W tym watku jest miejsce na zadanie ogólnego pytania: czy rezygnacja klienta z usług sprzedawcy (w szczególności: serwisu aukcyjnego) jest większą stratą dla nabywcy (w szczególności: użytkownika serwisu aukcyjnego) czy dla tegoż sprzedawcy?
Uczciwy, rzetelnie pracujący człowiek ma wiele sposobów na zakup potrzebnych mu dóbr za godziwą cenę; ma też wiele sposobów na zbycie niepotrzebnych mu dóbr (ewentualnie - na wymianę przedmiotow kolekcjonerskich na pasujące do kolekcji) - zatem przywiązanie do jednego sprzedawcy (w szczególności: do konkretnego serwisu aukcyjnego) nie jest mu do życia niezbędne.
Z punktu widzenia sprzedającego (w szczególności: serwisu aukcyjnego): ilość potencjalnych klientów może być bardzo duża, ale zawsze jest skończona. Jesli zatem wielu klientów znajdzie powody - takie lub inne - by z usług sprzedawcy (w szczególności: serwisu aukcyjnego) zrezygnować, to sprzedawca przestaje istnieć.
To truizmy, ale jakoś zapomniane.
Amen
# Michał — 13/4/2008 @ 13:53:
idealizacja, piekna, ale malo prawdziwa…. To sie moze zgadzac, jezli chodzi o mechanika samochodowego w mojej okolicy (i to nawet niekoniecznie najlepszego, ale dobrze mi znanego) ale czy w przypadku np. wiekszosci artykulow codziennego uzytku, jedzenia, napojow nie korzystamy (chocby nieswiadomie) z pojecia marki, z tego, ze produkt jest nam jakos znajomy (chocby z widzenia)
Coz, zrobilbym tu rozroznienie na uslugi (produkty) globalne i lokalne i calkiem rozne filozofie dzialanie z obu stron…
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/4/2008 @ 14:09:
@Michał
Ok. wchodzisz do supermarketu, widzisz czternaście gatunków pasty do zębów… którą wybierasz? Tę, którą uważasz że się sprawdza, czy tę która jest aktualnie reklamowana? Jeśli nawet wybierzesz aktualnie promowaną - bo np. jej cena będzie atrakcyjna, czy następnym razem także ją kupisz? Tylko jeśli będzie faktycznie lepsza od tej, którą bierzesz zwykle.
To się sprawdza. Ulegamy namowom reklamy, ale takie wybory nie muszą być trwałe. W ślad za reklamą musi iść jakaś korzyść. Jeśli jej nie ma - daliśmy się nabrać raz.
# Monter — 13/4/2008 @ 16:33:
Hahaha, nie spodziewałem się zagrania w chórku u Ojca Prowadzącego ;)
Wszystko to piękne w teorii, i chwała tym, którzy mimo pokus łatwego szybkiego zarobku i tak trzymają się swoich wyrobionych przez doświadczenie, lub wychowanie - zasad. Ale tak, jak kij ma dwa końce, tak handel ma różne oblicza. Dla kogoś ze stałą ofertą ważne jest, by klienci wracali. Dla osoby zaś, która wie, że sprzedaje „G” istotne jest, by towar wcisnąć i zwiać. Tych drugich jest po prostu zdecydowanie więcej, niestety, i w odniesieniu do systemów aukcyjnych, takich jak Allegro (w którym można sobie założyć kolejne konta) dla sprzedawcy liczy się „ten jeden raz”, w którym - korzystając z przykładu Pana Jacka - kupisz tą pastę tylko raz. Ten jeden raz wystarczy. Gdy się ludzie zorientują, że to chłam i sprzedaż spadnie - zmienisz asortyment, i dalej do przodu. Widać to szczególnie na rynku chemii używanej w domach - żaden z tych cudownych proszków nie pierze jak w reklamie, a mimo to kupujemy je wciąż z nadzieją, że „ten będzie lepszy”. Za moment zmienia się kartonik, nazwa, reklama mówi o nowej ulepszonej formule - i koło się zamyka.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/4/2008 @ 16:57:
„Dla osoby zaś, która wie, że sprzedaje „G” istotne jest, by towar wcisnąć i zwiać.”
Jest i „trzeci koniec kija” :))). Kupujący coraz lepiej wiedzą, że najmocniej reklamuje się niesprzedawalne „G”. Niektóre firmy nie życzą sobie występować w reklamach - nie mają ochoty wylądować między wciskaniem kitu o podpaskach, a żarciu dla kotów. O tym też jest w tej książce.
# tadokula — 13/4/2008 @ 21:20:
I właśnie dlatego użyłem pojęcia
# emeliks — 13/4/2008 @ 21:35:
Ojcze! Zwiększże czcionkę komentarzy, bo na laptopie moje słabnące patrzały nic nie widzą!
To raz. A dwa- nie dzielmy włosa na czworo; jeśli działasz na małą skalę i lokalnie- nie potrzebne ci media. Zaczynasz rozwijać działalność- działasz za pośrednictwem mediów. Media & marketing = kapitalizm. Czyli- wchodzisz między wrony itd.
Serio, nie przeczytałem powyższych komentarzy, więc może to żadna nowość w tej wymianie zdań…
# Michał — 13/4/2008 @ 21:43:
owszem, mam 14 past do wyboru.. i jak myslisz, wezme paste, signal, blend* aquacos tudziez inna znajoma, czy paste samtor albo inna egzotyczna ?? Reklama w dzialaniu jest subtelna, coz tak jak z kompami, nikt nie powie, ze laptopy dell czy toshiba sa najlepsze, ale jest kilka (w mniemaniu) dobrych firm. Dlaczego wszyscy nie uzywaja Medionow albo innych tzw. „wynalazkow” ??
Poza tym panie Jacku, mowi pan tylko o reklamie telewizyjnej, a jednak wiecej ich form mamy, tzw. ksztaltowania wizerunku produktu.
Ale tez za to cenie internet, ze tutaj wlasnie wiele rzeczy rozstrzyga sie jakoscia, a nie reklama… chociaz chocby problem dotarcia do zainteresowanego, seo itp… to typowo marketingowe czy tez jak sami o sobie mowia spamerskie dzialania..
# Michał — 13/4/2008 @ 21:48:
i do pana tadokula: reklama nie musi sluzyc oszukiwaniu klienta (choc obserwujac wiele z nich to jednak tak jest, chocby to odchudzanie), ale moze sluzyc zwroceniu jego uwagi i zainteresowania na twoj wartosciowy produkt. Czy w twoim przypadku - reklama (szeroko pojeta, lacznei z PR i mark) moglaby skierowac do ciebie ludzi zainteresowanych twoimi produktami/uslugami. I w tym kontekscie to jest wartosciowa sprawa.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/4/2008 @ 21:51:
@emeliks
Zwiększone. Mnie też to czasami denerwowało.
# tadokula — 15/4/2008 @ 0:34:
@Michał: nie pisałem, ze reklama MUSI służyć oszukiwaniu klienta, natomiast pisałem, że UŻYCIE TERMINU „MARKETING” JEST PODEJRZANE, w kontrascie do słowa „handel”, oraz że SŁOWO „MARKETING” ODBIERAMY PEJORATYWNIE gdyż dano nam sporo powodów po temu.
Pozostaję przy swoich stwierdzeniach z oczywistych względów.
Jeśli chodzi o moją działalność - strumień nowych klientów uniemożliwiłby mi solidną ich obsługę. Środowisko, w którym pracuję, jest niezbyt liczne i osobiście, cyklicznie docieram do swoich odbiorców na określonym terenie - poszerzenie kręgu odbiorców oznacza rzadszy z nimi kontakt.
Poza tym - uważam, że każda złotówka przeznaczona na podwyższenie jakości mojego towaru przynosi lepszy efekt handlowy na dłuższą metę, niz ta sama złotówka przeznaczona na ulotkę, ogłoszenie czy efektowne pudełko. To samo dotyczy wolumenu oferty.
W wątku tym dyskutujemy nad dawno już udowodnionym prawem ekonomicznym, które twierdzi, że zysk krótkookresowy sprzeczny jest z zyskiem długookresowym. Zjawisko to jest łatwo obserwowalne na giełdzie: te akcje, które w krótkim okresie szybko drożeją i dają zysk tym, którzy je szybko po wzroscie odsprzedali, nigdy nie dają maksymalnego zysku tym graczom, którzy tworzą portfele długookresowe.
Wbrew temu, co pisali poprzednicy, to nie skala przedsięwzięcia, ale rodzaj maksymalizacji zysku: długookresowy czy krótkookresowy - decydują o tym, czy przedsiewzięcia nazywane „marketingiem” mają dla nas znaczenie większe, niż codzienna rzetelność w handlu.
# Monter — 15/4/2008 @ 15:49:
Problem w tym, że jest spora grupa ludzi, którzy żyją z zysków krótkookresowych, i temu się nie da zaprzeczyć.
# tadokula — 15/4/2008 @ 22:01:
I twierdzę, że ta niemała, lecz jednak marginalna grupa po prostu jeszcze nie wie, ze na dłuższą metę to sie nie opłaca. Są też tacy, co nie potrafią inaczej, ale dla ich niańczenia powołano instytucję prokuratora
# Monter — 18/4/2008 @ 1:12:
Kwestię opłacalności opisałem wyżej - dla tej grupy opłacalne jest sprzdać coś jeden raz jednej osobie, potem zmienia się asortyment.
Poza tym różnymi instytucjami miałem do czynienia (może poza prokuraturą) i nie wierzę, że mogą one w czymkolwiek pomóc, kogokolwiek wychować czy też drogą „niańczenia” wymusić uczciwość. Nie w naszym kraju. Jeżeli nawet komuś się kiedyś udało, chwała mu za to, ale tylko on wie, ile nerwów i biurokracji to wymagało. Po prostu zawsze duży może więcej.
# tadokula — 23/4/2008 @ 1:08:
Tylko że mały krętacz w żadnej z dziedzin nigdy nie stanie się dużym graczem. By być dużym, trzeba postawić na długookresowa strategię, a to jest sprzeczne z podejściem: „sprzedaj drogo byle co i uciekaj”.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.