W tygodniu odebrałem kilka maili na temat serwisu KupFranki.pl - głównie ze wskazaniem zapowiedzi administratora strony:
… a krowy zaczną latać. Dziękuję wszystkim za podesłanie linków, ale przynajmniej na razie powstrzymam się od komentowania tej inicjatywy. Poza szumem medialnym, tak naprawdę do tej pory NIC nie wiadomo na temat organizatora i administracji serwisu - jako jedna z nielicznych zauważyła to Agnieszka Wesołowska w materiale W grupie siła…? w Dzienniku Internautów. Cała reszta mediów bezkrytycznie „chwyciła zajawkę” nabijając serwisowi chwilowe spore zainteresowanie.
Poprzedni news: Social lending - działalność gospodarcza
Następny news: D.A. Rempex - zaproszenie na wystawę

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# Monter — 1/3/2009 @ 23:10:
Właśnie, tak jak pisałem, osoba będąca autorem strony, nawet się nie podpisuje danymi osobowymi, tylko pseudonimem. Brak danych o firmie, o czymkolwiek. Tylko plany, a raczej „pobożne życzenia”. Dlatego właśnie dziwi mnie to zainteresowanie mediów - zapraszanie autora do programów TV, itp.
Jak wielu innych rodaków, posiadam coś kosztem zadłużenia wobec banku. Czytając te plany serwisu, człowiek ma chęć oderwać się od ziemi i unosić nad nią ;) To nie przejdzie. Banki w życiu się nie zgodzą na to, by spłacać im kredyty w walucie, a jeżeli już, posiadanie wymaganego konta walutowego obarczone zostanie kosmicznymi warunkami i prowizjami. Przecież oni żyją właśnie z tego, że co 3 miesiące przeliczają nasze załużenie na nowo, i rata wciąż się zmienia, a z racji wahań Złotówki do Franka, suma zaciągniętego kredytu (przeliczonego na PLN, w którym oddajemy) stale rośnie - sam mam teraz, po paru latach spłaty, sumę większą niż brałem. I banki miałyby z tego zrezygnować? No way…
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.