Ponad 6000 transakcji w ciągu 2 miesięcy - zorganizowanych przez Allegro wspólnie z Rossmannem i Fundacją TVN „nie jesteś sam” pod patronatem Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej, zrealizowanych w ramach kampanii społecznej, której celem było uświadomienie i przybliżenie kwestii transplantacji. Cel szczytny, efekt społeczny - wydaje mi się - osiągnięty.
Niestety, jak przy okazji każdej masowej sprzedaży, przytrafiły się zgrzyty: 60 negatywów, kilkanaście neutrali… Na Forum Aukcje.org pojawiły się krytyczne posty dotyczące sposobu prowadzenia sprzedaży w Allegro:
Czyżby na stronie „o mnie” czegoś nie brakowało, przecież użytkownik allegro chyba prowadzi DG?
Skąd można wiedzieć, że tutaj użytkownik=serwis?
Pod negatywnymi komentarzami na karcie użytkownika Allegro wielokrotnie pojawia się odpowiedź, sugerująca kłopoty po stronie oprogramowania w firmie obsługującej wysyłkę: Agencji Reklamowej Kasos Media z Poznania. Nie mam zamiaru występować w charakterze obrońcy Allegro, ale 1% pomyłek przy intensywnej sprzedaży i wysyłce realizowanej przez zewnętrzną firmę jest całkiem przyzwoitym efektem…
Zapraszam do dyskusji na Forum Aukcje.org.
Poprzedni news: eBay: „Efekt szminki”
Następny news: WindManiac - Super Sprzedawca…

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# Robert Rutkowski — 16/6/2009 @ 11:36:
Jednakże, pomijając już negatywy, faktem jest, że ustawa nakłada na przedsiębiorcę obowiązek podania danych firmy. A tutaj tego zabrakło. Nikt nie musi wiedzieć że pod tym nickiem kryje się serwis, to raz. Dwa - podobnych nicków jest na Allegro wiele.
Napiszę więc na SiP i zobaczę czy - a jeśli tak, to co - odpowiedzą.
# Joe — 16/6/2009 @ 23:39:
Moje zdanie na temat wszelkiego zbieractwa jest jedno to dodatkowe złodziejstwo i nic więcej. Nie po to płace kilka dobrych stów co miesiąc na ubezpieczenie aby później ktoś po coś łapę wyciągał. Ba idziemy do szpitala i coś jest potrzene to lekarz bez łapówy nic nie zrobi, ba a co gorsza to i tak ja już ta łapówę damy to i tak nas zrobi w balona ,…. ot polszka…
# Monter — 17/6/2009 @ 2:33:
@Joe - niestety przepisy do tego zachęcają. Jeżeli zakładając Fundację możesz pewien spory procent od tego, co zbierzesz, przeznaczyć na dowolny własny cel, bez konieczności spowiadania się na co przeznaczyłeś pieniądze, to równie dobrze tenże spory procent możesz sobie potraktować jako własną sporą pensję… Dlatego taki wysyp wszelakiej maści Fundacji obserwujemy.
Służba Zdrowia vs. podatki to temat rzeka. Również uważam, że z tych pieniędzy powinny być opłacane wszystkie aspekty owej służby, a nie jak jest teraz - przeżera je biurokracja oraz rząd, a z tego co ewentualnie zostanie opłaca się tylko miejsce/łóżko. Lekarstwa oraz ewentualny obiad w szpitalu - kup se sam…
# Joe — 17/6/2009 @ 10:07:
I dlatego jestem wręcz wrogiem takiego wynalazka jak Jeje Rób ta co chce ta Owsiaka.
# z — 17/6/2009 @ 23:21:
A od kiedy to świstek plastiku jest oficjalnym oświadczeniem woli ?
Kolejny gadżet ala iPhone ?
Do kosza.
# Monter — 18/6/2009 @ 1:48:
Oświadczeniem woli nie jest. Ale wzmacnia świadomość społeczną, tylko przy okazji będąc małym biznesem…
# Pieknie k… pięknie — 19/6/2009 @ 1:45:
Cel może i szczytny ale lenistwo allegro jak zwykle pokazuje swoje oblicze. Przyjrzyjcie się uważnie banerom akcji. Gość z Kombi występuje w 2 wersjach - raz jako lustrzane odbicie a raz normalnie.
Niby szczegół… :)
# 60106 — 19/6/2009 @ 2:45:
”…efekt społeczny - wydaje mi się - osiągnięty.”
A ja mam mieszane odczucia. Zorganizowana akcja miała na celu przede wszystkim zwrócenie uwagi społeczeństwa na problemy transplantacji w Polsce. W tej kwestii cel został osiągnięty, ale znaczna część popierających akcję i chcących czynnie w niej uczestniczyć pojęła fakt posiadania i noszenia bransoletki jako jedyną możliwość zadeklarowania się jako potencjalny dawca, a to przecież wierutna bzdura. Z dostępnych mi informacji wynika (mogę się mylić, więc w razie czego proszę o korektę), że istnieje ustawowa, tudzież domniemana, zgoda na pobranie narządów i tkanek, więc jakiś tam papierowy świstek lub bransoletka nie są niezbędne, aby ktoś mógł po śmierci uratować cudze życie. Skomlący na forach, nie mogący trafić na aukcje Allegro i kupić rzeczonego zestawu oraz robiący z tego powodu ogromną tragedię uważając, że tylko posiadanie owej bransoletki uczyni z nich w pełni zadeklarowanych dawców, kompletnie wypaczają sens istnienia całej akcji.
Owszem, akcja zwróciła uwagę na problem transplantacji, ale w kwestii edukacji społeczeństwa, jak zostać ŚWIADOMYM dawcą, poniosła porażkę, a moim zdaniem poprawnie przeprowadzona akcja uświadamiająca powinna skutecznie łączyć oba te hasła i w równym stopniu je rozpowszechniać.
Co z tego, jak obecnie prawie cała Polska śmiga z bransoletkami na nadgarstkach, a gdy przyjdzie co do czego, to zapomni się o wcześniejszych deklaracjach. Wystarczy zadać sobie proste pytanie: ilu kupiło bransoletkę pod wpływem mody, a ilu świadomie dokonało takiego, a nie innego wyboru? Co najważniejsze - ilu poinformowało rodzinę o swojej decyzji?
Korzystając z okazji apeluję do wszystkich narwańców, którzy jakby mogli, to pod wpływem mody jeszcze przed kopnięciem w kalendarz oddaliby wątrobę, oczy i wszystkie cztery kończyny - zacznijcie od wybrania się do najbliższego punktu krwiodawstwa, a później, gdy dojrzejecie do podjęcia poważnej i przemyślanej decyzji, zastanówcie się, co dalej z Waszymi organami.
# Monter — 19/6/2009 @ 22:36:
@Magdaleno ;) - dlatego napisałem, że to podnosi świadomość społeczną ale jest jednocześnie dobrym biznesem. I nic więcej…
Do tego kiepskim, skoro są zastrzeżenia.
Rozdzielmy jednak kwestię handlową od celu akcji. Zabrakło dodatkowych kampanii - poza paroma ckliwymi reklamami w TV i akcją z bransoletkami tak na prawdę nic więcej chyba nie uzyskano odnośnie docierania do społeczeństwa. Ktoś wpadł na dobry pomysł wyprodukowania i sprzedania gadżetu, i to niestety tyle.
Bo nie jest on oświadczeniem woli. Z tego co się orientuję, faktycznie istnieje domniemanie zgody na pobranie organów.
Jednak w tej beczce dziegciu jest i łyżka miodu - to powolny, ale jednak jakiś start budowania świadomości. Może chociaż w paru domach odbyły się takie rozmowy, może ktoś usiadł i pomyślał. Ciekawe tylko, czy ktoś lub coś (instytucje) pociągną to dalej, już bez bransoletek i innych symboli, tak, aby te wszystkie deklaracje nie były chwilowe i w konsekwencji… - puste.
# 60106 — 20/6/2009 @ 1:25:
@Monter
Zgadzam się - cała akcja opierała się na sprzedaży bransoletek via Allegro i sieć sklepów Rossmann oraz kampanii reklamowej w TV, a to faktycznie mało jak na tak szumnie zapowiadaną inicjatywę. Niemniej jednak sam przyznasz, że to wystarczyło, aby popyt na wspomniane gadżety osiągnął niemal rekordowy poziom - aukcje Allegro znikały w mgnieniu oka, podobnie jak w przypadku „akcji misiowej”. Niektórzy, aby zdobyć to w gruncie rzeczy nic nie znaczące oświadczenie woli, byli skłonni zapłacić nawet pięć razy tyle, ile ów komplet kosztował w sklepie lub na aukcji Allegro i choć nie mówimy o jakichś niebotycznie wysokich kwotach, to i tak uważam, że cena oscylująca w okolicach trzydziestu złotych za nic nie znaczącą pierdółkę, to zbyt dużo. Ale to tylko świadczy tym, jak mocno zakorzeniło się w ludzkiej świadomości przekonanie, że posiadanie tej bransoletki cokolwiek (poza bezmyślnym pędem za modą) znaczy.
Nie wiem, czy dalsze (w domyśle mniej medialne) prowadzenie tej akcji przyniesie jakieś efekty. Z jednej strony uważam, że albo od początku podejmujemy decyzję o byciu świadomym dawcą, albo podchodzimy do sprawy zupełnie „na luzie” i nasze pseudoświadczenia są „gie” warte. Choć w gruncie rzeczy należałoby dać szansę tym, którzy nie do końca zdają sobie sprawę z powagi wyboru, jakiego dokonali.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.