Gotowi na kolejny odcinek? W poprzedniej części napisałem zdanie o pryncypiach marketingu: pozyskać klienta, sprawić, by kupował więcej i najlepiej częściej. Miałem spory dylemat, co opisać jako pierwsze. W praktyce, elementy muszą się dopełniać, przeplatać i działać jednocześnie. Naganianie klientów do sklepu, który nie budzi zaufania jest bezsensowne. Starania o kolejne zakupy klienta w sklepie, który nie jest odwiedzany - także. Przyjmijcie zatem założenie, że działania, które będę opisywać w tym i kolejnych odcinkach powinny być jednoczesne.
Po zastanowieniu, na pierwszy strzał postanowiłem dobrać się do… mitologii. Mam nadzieję, że wyrobi to w Was nawyk do czepiactwa (podobno to moja „specjalność zakładu"), odrzucania „prawd objawionych” Internetu na podstawie własnych eksperymentów, zdrowego rozsądku oraz przyjęcia generalnej zasady Waszych działań, o czym napiszę pod koniec tej części.
Stand napisał w jednym z komentarzy:
… obawiam się, że pozycjonowanie jest największym zbiorem mitologii stworzonym przez człowieka. Ilość bożków i szamanów jest wprost niesamowita. To nie jest tylko biznes - to jest regularna, międzynarodowa sekta, dla której stąpanie po wodzie czy przemiana wody w wino były na tyle nudne, że zastąpili je znacznie bardziej abstrakcyjnymi wierzeniami. W jednym celu - wyssać z Was kabzę.
Sekta kroi swoich wyznawców na kilka sposobów. Dla bardziej leniwych i bogatych (ale rozsądnych) proponuje możliwość zakupienia usługi pozycjonowania. To jest dobre rozwiązanie, pod warunkiem, że mesjasz SEO, na którego traficie, ześle na Was stosunkowo wiele „łaski niebios” za „przystępną ilość zdrowasiek”. Można na takich trafić, wielu z nich podchodzi bardzo uczciwie do swojej profesji i, jak „dobry pasterz”, poprowadzi Was za rękę tłumacząc co i jak oraz za ile. Jak ich znaleźć? „Po owocach ich poznacie” - wystarczy sprawdzić jak spozycjonowali samych siebie.
Drugi sposób krojenia wyznawców i pozyskiwania neofitów, znacznie powszechniejszy i w efekcie lepiej płatny, to wciskanie gdzie się tylko da szklanych paciorków i świętych obrazków: poradników, for eksperckich, kursów, newsletterów, videotutoriali etc. mających za kasę uchylić wam rąbka jakiejś „wyższej prawdy”. Musicie jednak wiedzieć, że o ile pozycjonerów-mesjaszy z pierwszej strony wyników Googla można uznać za odpowiednik biskupa czy kardynała, to sprzedawców szklanych paciorków przyrównać można co najwyżej do kościelnego organisty: są na każdej mszy, potrafią recytować z pamięci kawałki liturgii, ale generalnie mają kasę za robienie hałasu. Jeśli zatem chcecie nauczyć się na czym ta zabawa polega, zalecam ograniczone zaufanie do wszystkiego co u nich przeczytacie i zobaczycie. Żeby Wam to unaocznić, poniżej przedstawię kilka „prawd wiary” recytowanych na każdym forum i w każdym poradniku - zaopatrzonych w mój , jak zwykle wredny, komentarz.
„Starsze domeny mają większą wartość” - jest to stosunkowo nowy mit, na którym pewien odłam szamanów tłucze niemiłosierną kasiorę. Jak bardzo nowy? Mniej-więcej tak, jak patent Microsoft Corp. na uzależnianie rangi domeny od wieku. Jako że jest to rozwiązanie strzeżone patentem, używać go może tylko właściciel i podmioty, które zapłaciły za licencję. Sądzicie, że Google Inc. płaci Microsoft Corp.? :)))) Ziarno prawdy w micie jest takie, że adresy starych domen mogą być podlinkowane w wielu miejscach, całe lata temu. Moim zdaniem, wysokie ceny starych domen nie rekompensują zysku z ich posiadania - choć rozumiem, że handel nimi jako biznes może się opłacać. W końcu - naiwnych nie brakuje. To co może być przydatne dla googlebota, to data kiedy poraz pierwszy zaindeksował oryginalny materiał… ale, mniejsza z tym.
„Na efekty pozycjonowania trzeba czekać” - kiedyś, każdy poradnik pozycjonowania zawierał cały dział poświęcony dopisywaniu do wyszukiwarek. W efekcie tej bezsensownej roboty pojawiło się przekonanie, że w Googlu musi istnieć jakaś kolejka stron do zaindeksowania - a skoro kolejka, to trzeba czekać. Od dosyć dawna większość guru odradza dopisywanie do „kolejki”, jednak mit o konieczności czekania żyje w najlepsze. „Wyniki mogą się pojawić za tydzień, miesiąc, rok - kto wie?”. Strona netaudio.pl, przy której budowie kiedyś pomagałem, została zaindeksowana w przeciągu zaledwie kilku godzin. Po tym czasie pojawiła się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania pewnej frazy. W ciągu doby doszła do pierwszej pozycji i od tamtego czasu sobie tam siedzi. „To tylko jedna prosta fraza!” - jasne, ale to dowodzi, że można nie czekać w żadnej kolejce… ale, mniejsza z tym.
„Content is King” - to jest mit, który w mojej religijnej metaforze powinienem porównać przynajmniej do reguły zakonu. Cały zakon braciszków powtarza tę mantrę… i inkasuje kabonę: za tworzenie kontentu, za tworzenie precli, no i oczywiście za poradniki, w których wypisuje mantrę. Jest jedno małe „ale”: Google bomb. Ręczę, że Lepper, Giertych, Tusk, Radio Maryja oraz setki innych osób i organizacji nie miały w swoich serwisach kontentu, na który pojawiali się w wynikach wyszukiwania. W micie znajduje się oczywiście ziarno prawdy, dzięki niemu pisanie oryginalnych, ciekawych materiałów, do których odsyła wiele serwisów, nadal opłaca się. Tyle że niezwykle rzadko precle są ciekawe czy polecane… ale, mniejsza z tym.
„Algorytm wyliczania PageRank nie jest znany” - kolejna z „prawd objawionych”, tym razem pozwalająca szamanom zachować twarz, jeśli przyzywanie deszczu tańcem nie zadziała i niewierny chce zwrotu kasy. Model matematyczny nadawania rang dokumentom jest znany - zapytajcie jakiegokolwiek matematyka. To, co pozostaje niewiadomą, to wartości systemu wag, które powodują porządkowanie ważności kryteriów. Ponownie odeślę Was do strony wyników wyszukiwania w zasobach urzędu patentowego, gdzie znajdziecie całkiem sporo informacji na temat technologii stosowanych przez Google. Co jest brane pod uwagę? Co jest rozpoznawane? Warto poświęcić czas na uważne przeczytanie tych dokumentów. Kolejne miejsce gdzie zapisano „prawdę, tylko prawdę i nic poza prawdą” to poradniki Googla pisane przez samo Google. Są tam absolutne perełki, które najzwyczajniej w świecie należy czytać wprost i nie kombinować… ale, pora na powoli ujawniającą się konkluzję.
Pozycjonowanie ma bardzo niewiele wspólnego z nauką. Konia z rzędem temu, kto w Internecie odnajdzie jakiekolwiek testy, noszące znamiona naukowej obiektywności, dowodzące, że coś zadziała, a coś innego nie. Informacji pewnych jest niewiele i wszystkie pochodzą w zasadzie z jednego źródła. Poznanie, zrozumienie i umiejętne stosowanie zabierze Wam masę czasu, a i tak nie będziecie mieli żadnej pewności, że wszystko zrobiliście dobrze.
Podstawowe pytanie, jakie powinniście sobie zadać, to czy warto Wam osobiście spędzać nad tym czas? Czy jeśli potrzebujecie deskę, to pierwszą myślą powinno być „muszę posadzić las”?
We wszystkich działaniach, które podejmiecie w celu stworzenia sklepu powinniście zastosować prostą formułę: Wasz czas jest cenny i nie ma sensu marnować go na działania poboczne. Jedyne kryterium, które powinno Wami kierować, to efektywność danej metody czy podwykonawcy. Zadań do wykonania będziecie mieli tysiące - głowę, ręce i oczy tylko jedne. Zamiast wikłać się w zgłębianie mitologii, zacznijcie myśleć o sobie jako o managerze. Macie wiedzieć co jest do zrobienia, jakie są sposoby osiągnięcia celu, oraz jaka jest efektywność takiego działania. Jeśli cena za pozycjonowanie będzie wynosić 1000 pln miesięcznie i pozwoli Wam na zarobienie 1000,01 pln - to gra, choć mało efektywna, jest warta świeczki. Zarabia na siebie. Może inny wykonawca pomoże Wam zarobić 20000 pln miesięcznie?
Chcecie zostać właścicielami sklepu? To odpuśćcie sobie zostawanie mistrzami SEO - a jeśli już, traktujcie to jedynie jako hobby.
Poprzedni news: Money: PayPal może kosztować eBay 3,8 miliarda dolarów
Następny news: tvn24: Allegro zablokowało pieniądze części klientów

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# ::REGINA:: — 28/7/2010 @ 16:58:
no, to teraz żeś sobie chłopaku nagrabił… :) zaraz wpadną tu guru z forum.optymalizacja i zaczną polemikę.
Ale ogólna zasada jest trafna. Czekam na ciąg dalszy.
# stand — 28/7/2010 @ 17:21:
Jak się cieszę, że dotykasz mojej działki :)
I o ile generalnie się zgadzam z niepochlebnym wizerunkiem branży seo i całego tego śmierdzącego jaja (jest mi łatwiej, bo sam wystapiłem z tego bractwa kilka lat temu i stałem się ostrym krytykiem PiO i „speców” od pozycjonowania), o tyle w szczegółach to już nie jest tak proste i oczywiste jak opisujesz. Jeśli nie nadużyję Twojej gościnności i nie rozmydlę tematu to postaram się wypunktować co jest mitem, co pijarem a co faktycznie działa na wyszukiwarki. I zdecydujecie sami - czy warto komuś zlecić promocję swojej strony w Google czy spróbować bawić się w to samemu. Sam jestem zwolennikiem drugiej opcji, choć tracę możliwość „wyssania z Was kabzy” ;) Bo, że warto zadbać o reklamę to, mam nadzieję, przekonywać nikogo nie trzeba.
# stand — 28/7/2010 @ 20:13:
Rozumiem, że mam zielone światło ;)
1. „Ilość bożków i szamanów jest wprost niesamowita[…]” - pełna zgoda, poziom samouwielbienia i robienia z siebie guru wśród branży SEO jest niespotykany gdzie indziej. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że „fachowcom”, którzy nie potrafili zaistnieć w innych dziedzinach, gdzie liczy się praca, zdolności i wiedza, nagle, przeglądając po łebkach dwa poradniki i kilka postów na PiO, udaje się jakąś tam stronę podnieść kilka pozycji wyżej. Co oczywiście jest łatwe dla niskokonkurencyjnych słów kluczowych, najczęściej rozbudowanych fraz lub lokalnych. Zadowoleni z siebie natychmiast umieszczają w swoim portfolio usługi pozycjonowania i oferują je klientom, a gdy klientów jest >3 czują się już na tyle pewnie, że występują z pozycji guru, który przemawia do ciemnego luda (najjaskrawiej to widać na Goldenline i PiO dla nowicjuszy). Niestety całe ich kung-fu to uruchomienie addera, systemu wymiany linków bądź spamowanie xrumerem. Król jest nagi, pozycjonowanie jest proste, ale dziecku które własnie dostało pieniądze za godzinkę roboty, trudno wytłumaczyć, że nie jest kimś wyjątkowym. Niestety, o ile pozycjonowanie jest proste gdy przestrzega się kilku reguł, o tyle wpakowanie się w kłopoty gdy się je olewa, jest jeszcze prostsze.
2. Drobna uwaga: fraza „pozycjonowanie stron internetowych” jest na tyle niszowa, że praktycznie ilość szukających dokładnie tego wyrażenia jest śladowa, a i koszt/trudność dotarcia do Top10 jest do zaakceptowania. Większość internautów szuka pod „pozycjonowanie” oraz „pozycjonowanie stron”, a to już wyższa półka. Strony z pierwszej 20 nie gwarantują wcale najwyższej jakości usługi pozycjonowania (czasem nawet już nie przyjmują nowych zleceń), znam większość i wiem co piszę ;) Obecność w topie na tak trudne hasła dowodzi, że mają czas i pieniądze na autopromocję, nie dowodzi za to, że są najlepsi w swojej dziedzinie. Z drugiej strony kilku faktycznych specjalistów seo, którzy mogliby powalczyć o każde słowo na świecie i mają ogromne doświadczenie/wiedzę, nie widzi sensu promocji własnej witryny. Gdybyście byli obecni w top5 na te frazy wiedzielibyście jak często trzeba odpowiadać na kretyńskie zapytania od dzieciaków, niedorobionych speców od marketingu, właścicieli stronek na darmowych hostingu z budżetem na reklamą 50 zł, itd… I choć chciałbym znów być tam obecny, chociażby ze względów propagandowych, to jednak polecenie w tej branży jest absolutnie najważniejsze. Reasumując: nie szukałbym usługodawcy poprzez wyniki wyszukiwania.
3. „Sprzedawcy szklanych paciorków” - doskonałe :) Ale mam wrażenie, że dotykasz marginesu branży, początkujących którzy w zamian za zapisanie się do newslettera przesyłają zbiór wyeksploatowanych i już nie działających porad lub próbują zrobić sobie pijar lejąc własne wypociny (jak ja;) Takich uważam za mniejsze zło, plankton bez szerszego odbiorcy. Raczej nie wpakują strony klienta w kupę, co najwyżej klient tanim kosztem wyrobi sobie wyrażony przez Ciebie pogląd: „zalecam ograniczone zaufanie do wszystkiego co u nich przeczytacie i zobaczycie”. I niech to będzie mantrą, po prostu szkoda czasu na coś co nie działa. Autentycznie dobry poradnik jeszcze nie powstał, mimo płodów wielu „znakomitości” którzy wydawali swoje książki, praktyczny przewodnik również - różnica między teoretykami a praktykami w tej branży jest ogromna i decydująca.
4. „Starsze domeny mają większą wartość” - bo mają :) Piszesz o szamanach z Di lub właścicielach serwisów typu dropped, którzy mają w tym interes. Starsze domeny mają większą wartość o ile jest ciągłość obecności w Google i niezmienione Whois. Oczywiście kilka starych linków też się przyda, są jak stare wino, ale punkt IMHO leży we whois. Stare domeny z indeksem w Google, ale jednego właściciela, są mniej podatne na ewentualne filtry (testowane wielokrotnie) i bardziej elastycznie reagują na zmianę anchorów do pozycjonowania. Czego nie można powiedzieć o tzw. starych domenach z odzysku, co ewidentnie zeruje atrakcyjność przechwytywania domen, ale tego już się oficjalnie nie dowiecie. Złapanie przez opcję, nawet własnej domeny, również pozbawia w/w zalet - normalna domena, do której być może prowadzi kilka odnośników z sieci, która łapie być może trochę ruchu z palca. Ot, cała tajemnica. Dużo szerzej reprezentowanym mitem, i moim zdaniem bardziej szkodliwym, jest stawianie na wyższą wartość domeny z pożądanym słowem kluczowym w nazwie. Te potrafią osiągać bardzo wysokie kwoty na rynku wtórnym (lekarze.pl - 135.000, jakiś absurd!) i tu właścicielom generycznych/keywordowych domen również zależy na zachowaniu status quo i trzymaniu w niewiedzy/wprowadzaniu w błąd potencjalnych klientów. A prawda jest taka, że znaczenie słowa kluczowego w domenie jest tak znikome, że leży w granicach błędu statystycznego - pomaga wyłącznie w linkowaniu samego adresu, bez klasycznej budowy odnośnika z tytułem i przy promocji tzw. długiego ogona, gdy warto zadbać o każdy element optymalizacji, m.in. przyjazne urle. Reasumując: przebiję pozycję każdej domeny z keywordem w adresie taka samą ilością linków domeną starszą wiekiem z odpowiednim titlem.
5. „Na efekty pozycjonowania trzeba czekać” - jest kolosalna różnica między indeksacją a pozycjonowaniem ;) Nigdy nie chodziło o zakolejkowanie, oj coś straszne te poradniki z których korzystałeś, ale o konkurencję, gdy jej nie ma sprawa jest prosta. Nawet nie wiem jak to rozwijać, sprawa jest bezdyskusyjna - generalizując: linki decydują o wszystkim - przykładając zaplanowaną ilość linków stopniowo budujesz „zaufanie” do witryny, gdy przesadzisz z ilością/nie różnicujesz anchorów jest ryzyko nałożenia kary przez algorytm wyszukiwarki za „nienaturalny przyrost odnośników” (przecież pozycjonowanie polega na jak najwierniejszym odwzorowaniu tzw. naturalnego linkowania), gdy przyrost będzie zbyt wolny/z niewartościowych źródeł googlebot nawet ich nie zauważy. Oczywiście są możliwe efekty na np. „damska bielizna koronkowa łódź sklep” po miesiącu, ale wejdź w Top10 na „bielizna” choćby w rok. I „nieruchomości”, „praca”, „samochody”, itp. Powodzenia :)
Reszta, jeśli mnie nie zbanujesz i nikt nie zasnął, jutro ;)
# Jacek Z. Strzembkowski — 28/7/2010 @ 20:38:
ufff.. polemika.
Autentycznie dobry poradnik jeszcze nie powstał
powstało kilka mocnych, ale żeby 1) na nie trafić 2) oddzielić w nich ziarno od plew, potrzeba masy czasu i pieniędzy.
fraza „pozycjonowanie stron internetowych” jest na tyle niszowa, że praktycznie ilość szukających dokładnie tego wyrażenia jest śladowa
w wynikach wyszukiwania trzech fraz: pozycjonowanie, pozycjonowanie stron oraz pozycjonowanie stron internetowych spora część firm powtarza się. I o tych szamanów chodzi - z nimi warto pogadać o pozycjonowaniu sklepu.
4. „Starsze domeny mają większą wartość” - bo mają :)
Zatem uważasz, że Google płaci Microsoftowi…
5. „Na efekty pozycjonowania trzeba czekać” - jest kolosalna różnica między indeksacją a pozycjonowaniem ;)
jedno i drugie można wykonać w krótkim czasie.
„nienaturalny przyrost odnośników”
Gdyby istniało takie zwierzątko, nigdy nie dowiedzielibyśmy się z Internetu o iphonie, a strona Apple zostałaby zbanowana w Google na pierdyliardy lat. Tak na chłopski rozum oczywiście.
Reszta, jeśli mnie nie zbanujesz i nikt nie zasnął, jutro ;)
nie zbanuję, zapraszam.
# stand — 28/7/2010 @ 21:13:
Autentycznie dobry poradnik jeszcze nie powstał.
Powstało kilka mocnych, ale żeby 1) na nie trafić 2) oddzielić w nich ziarno od plew, potrzeba masy czasu i pieniędzy.
No na PiO 2004-2007 w sumie jest wszystko :)
W wynikach wyszukiwania trzech fraz: pozycjonowanie, pozycjonowanie stron oraz pozycjonowanie stron internetowych spora część firm powtarza się. I o tych szamanów chodzi - z nimi warto pogadać o pozycjonowaniu sklepu.
Top10 dla „pozycjonowanie” z mojego IP:
1. PiO - dowiesz sie, żeby napierniczać linkami, najlepiej systemowymi lub xrumerem, nie istotne źródła linków - tylko ilość
2. Comweb - nie przyjmują nowych klientów
3. Art4web - j/w
4. Pozycjonowanie-google - xrumer blasty, spamowanie gdzie się da
5. Inhead - zero3, pewnie dobrze trafisz
6. Topsolution - odradzam,ale to prywatna opinia
7. Pozycjonowanie.pl - forum o spamowaniu i promocji ppc, masa bezużytecznych postów i narzędzi do spamowania
8. Sunrisesystem - nie polecam, a dlaczego to znajdziesz wśród opinii ich klientów
9. Pozycjoner - kojarzę, ale nie jestem pewien osoby, więc opinia neutralna
10. Sunrisesystem - j/w
Zatem uważasz, że Google płaci Microsoftowi…
Może i płaci, stać ich ;) Piszę o swoich doświadczeniach, nie dyskutuję o hipotezach.
Jest kolosalna różnica między indeksacją a pozycjonowaniem.
Jedno i drugie można wykonać w krótkim czasie.
No można, dla fraz które przyniosą 4 odwiedziny miesięcznie, ale my tu rozważamy ucieczkę z Allegro, a nie wypad z netu.
Nienaturalny przyrost odnośników
Gdyby istniało takie zwierzątko, nigdy nie dowiedzielibyśmy się z Internetu o iphonie, a strona Apple zostałaby zbanowana w Google na pierdyliardy lat.
Strona Apple ma pierdyliardy linków zdobywanych przez wiele lat. j/w
# Jacek Z. Strzembkowski — 28/7/2010 @ 22:24:
No na PiO 2004-2007 w sumie jest wszystko :)
to teraz 10 lat i przeczytasz.
Top10 dla „pozycjonowanie” z mojego IP
Proste odsianie i już masz kandydatów. Starczy.
Piszę o swoich doświadczeniach, nie dyskutuję o hipotezach.
Dyskutujesz z… dokumentem potwierdzającym patent.
No można, dla fraz które przyniosą 4 odwiedziny miesięcznie, ale my tu rozważamy ucieczkę z Allegro, a nie wypad z netu.
stąd uwaga o patrzeniu na efektywność.
trona Apple ma pierdyliardy linków zdobywanych przez wiele lat.
i setki tysięcy dodatkowych, przy każdym nowym produkcie na rynku. Podobnie jest z każdym źródłem, które z dnia na dzień staje się ważne z jakiegoś powodu.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.