W zasadzie mógłbym dzisiejszy tekst odłożyć do szuflady i za jakiś czas wrzucić go jako którąś z kolejnych części cyklu „Uciec…”. Ale nie samym cyklem człowiek żyje, w szufladzie miejsce ograniczone, zatem „wklepywam” - ku uciesze grona serdecznych hejterów oraz zwykłych czytelników, którzy bywają tu od lat.
Śledzicie rynek i zapewne wielokrotnie natrafiliście na testy, które mają dowodzić, że jakiś element w sklepie czy na stronie jest bardziej „usability” a inny mniej. Spece i testerzy obadali w zasadzie każdy aspekt e-handlu: ilość kroków do zamknięcia zamówienia, kolor przycisku „dodaj do koszyka”, wielkość fotografii, wygląd paska nawigacji. Wydawałoby się logiczne: im coś prostsze, bardziej poręczne, wygodne - tym klient bardziej zadowolony i zysk sklepikarza większy. Dzisiejszy wpis ma za zadanie pokazać Wam, że w czasie kiedy znakomita większość kombinuje jak tu sprawić, aby klient miał wszystko pod ręką jak najszybciej, całkiem poważni handlowcy zabijają się o efekt wprost przeciwny… i na dodatek robią z tego świetny hajs.
Będzie dygresyjka : miałem okazję współpracować z zespołem projektowym, którzy wcześniej odpowiedzialny był za stworzenie m.in. warszawskiej Galerii Mokotów. Był to jeden z pierwszych tego typu obiektów w Polsce. Jeszcze na etapie koncepcji, podobno wiele osób krytykowało zamysły Inwestora, twierdząc, że to nie może się udać, ludzi nie przekona się do takiego stylu zakupów, żaden sklepikarz nie zapłaci aż takich pieniędzy za wynajem… Jakbym czytał komentatorów spod niektórych wpisów. Interes ruszył z kopyta w znakomitym stylu, Inwestor natychmiast podjął plany co do kolejnych tego typu obiektów, a sam zespół projektowy wyrobił sobie całkiem niezłą renomę. W 2007 roku spotkaliśmy się przy temacie galerii handlowej ”Port Łodź” - największym centrum handlowym w Polsce. Jestem cholernie wdzięczny ludziom, których spotkałem w trakcie tego projektu, bo wiele rzeczy poukładali mi w głowie zupełnie „na opak”, powodując że patrzę na handel inaczej niż kiedyś. Jednym z bardziej pokrętnych - ale działających - przepisów na dobre centrum handlowe jest…
Uwaga-uwaga, będzie zagadka: na ilustracji zobaczycie dwa przykłady „przekroju” przez kawałek centrum handlowego, dla wygody klientów z ruchomymi schodami. Macie oznaczone wejście (punkt A) oraz sklep, do którego większość ludzi ma ochotę/potrzebę wejść (punkt B). Która droga przez sklep spowoduje, że sklepikarze będą lepiej zarabiać - Przykład 1 czy 2?
Chodzicie do centrów handlowych zapewne często, zatem większość z Was powinna mieć doświadczenie: „chcę dojść z punktu A do punktu B, ale muszę przejść przez całe pieprzone piętro żeby tam trafić”. „Kto to wymyślił, żeby dojście do sklepu (kina?), który przecież każdy musi odwiedzić poprowadzić tak pokrętną drogą?!?”.
Porobili to ludzie, którzy wiedzą jak robić kasę. Jeszcze raz ten sam schemacik przekroju centrum handlowego z zaznaczoną „drogą klienta”.
Rozjaśniło się, którzy sklepikarze lepiej zarobią? Ci w centrum bardziej „usability” czy w tym mniej wygodnym?
Jako że Aukcje.org odwiedzają także „taborety”, którym nigdy nie zaświta „a co to ma wspólnego z e-commerce” - tłumaczę: wiele e-sklepów i serwisów handlowych stosuje celowe zabiegi wydłużające czas odwiedzin sklepu, aby wykorzystać go… do podtykania klientowi pod nos kolejnych ofert. Pierwszy sposób to „tunelowanie” przejść z jednej strony sklepu na inną. Załóżmy że jesteśmy w kategorii „X” sklepu. Większość polskich sklepów internetowych pokazuje w tym miejscu listę przedmiotów w kategorii… jeden klik i jesteś na stronie przedmiotu. Szybko-sprawnie-usability. Zobaczcie co robią duże serwisy: na stronie kategorii widzimy… opis kategorii, zachęcający do zakupu flagowych produktów, linki do recenzji, linki do poradników zakupowych. Na każdej z tego typu podstron aż roi się od zachęt „kup to, kup tamto, a może jeszcze frytki do tego?”. Klient wie co chce kupić, ale to jeszcze nie powód, żeby nie namówić go na coś więcej. Nawet przy płatności warto podetknąć mu jeszcze paczkę żelków - „osz fak, żelki, moje ulubione!”.
A co po sprzedaży? Pamiętacie galerie produktów wprowadzone na Allegro? „Komu to potrzebne”, „to chłam od konkurencji!”. Błąd - to zabieg podtykania klientowi towaru. To nie ma być wygodne - to sprzedaje! eBay idzie jeszcze dalej - zobaczcie jak wygląda informacja o zakończeniu aukcji… to by się zrobiła awantura jakby Allegro coś takiego wysyłało (moim zdaniem niedługo zaczną). „A gdzie usability, w co ja ma, krewa, kliknąć?!?”. Klikaj w co chcesz. To nie ma być usability… wprost przeciwnie. To zarabianie kasy, miśku.
Poprzedni news: Uciec od Allegro - cz.12
Następny news: GetResponse - segmentacja odbiorców

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# taboret — 23/10/2010 @ 19:21:
Gdybyś nie zaznaczył, że będzie podchwytliwie to oczywiście wskazałbym „prosto do celu”, ale przypomniały mi się tłumy w Galerii Dominikańskiej przy MediaMarkt, która leży dokładnie „nie po drodze” i już nie było tak proste.
Ale.
Zapytaj MediaMarkt, czy woleliby zmienić lokalizację na bliższą wchodzącym, zapytaj Aukcjonerów czy chcą mieć konkurencyjny badziew na swoich aukcjach, zapytaj w końcu Google czemu nie zrobił ze swojej szukarki portalu jak Yahoo czy MSN?
Sklepy, które zatrzymuję mnie dłużej niż wymaga czas zakupu konkretnego towaru i pchają się z jakąś reklamą (jak facet ze stacji benzynowej wypowiadający beznamiętnym głosem „może hotdoga? a zapałeczki do tego?” powoduje u mnie całkowicie prawidłowy odruch - ucieczkę! I zapada w pamięć jako ten, który zawraca dupę i którego nie dodawać w ulubionych. Proste!
Znów wypowiadasz się z perspektywy tych, którzy robią wielki handel. A co z miliardem much?
ps. Inna sprawa, że takie nachalne wciskanie „kup więcej, kup jeszcze, odwiedź nas”, te newslettery, zobacz jeszcze to i tamto, przypominanie o sobie działa, w usługach zapewne jeszcze mocniej niż handlu.
# Jacek Z. Strzembkowski — 23/10/2010 @ 19:56:
zobacz że McDonald zrobił z „a może frytki do tego” coś, co powoduje uśmiech. Z każdego badziewia da radę zrobić coś fajnego, tyle że potrzebny jest do tego talent i wyczucie (ok, kasa też,… ale nie zawsze)
W dużych sieciach sprzedaży tego typu tricki są na porządku dziennym. Są ich dziesiątki - niektóre proste do wyłapania (jak opisane zaburzanie komunikacji) , inne kompletnie „transparentne” (tricki z oświetleniem, zapachami, barwą, temperaturą itd.)
W e-commerce też istnieją tego typu patenty - sposoby organizowania „ruchów klienta” powodujące podetknięcie mu pod nos jak największej liczby towarów (to proste do wyłapania) aż po transparentne: specyficzne sposoby pracy działu obsługi klienta „pod telefonem”, niekiedy baaaardzo kreatywne zawartości newsletterów, etc.. Część z nich kompletnie przeczy testom usability. „to nie może tak działać - przecież to niewygodne!”
Wydłużanie czasu oglądania oferty to tylko jeden z efektów do uzyskania. Kolejny to podniesienie skuteczności, średniej wartości koszyka, aż po wpływanie na opinię po zakupie.
Niektóre z tych celów faktycznie wykluczają się - masz rację, że ganianie klienta po sklepie, albo natrętne podtykanie „zapraszamy do promocji” ludzi zniechęca. Niemniej - przy zachowaniu zdrowych proporcji i traktowaniu sprawy poważnie - całość działa.
Co z miliardem much… nie wiem. Chciałbym, aby zaczęły myśleć, przestały słuchać autorytetów i guru, uruchomiły własną kreatywność i zaczęły zwracać uwagę na TO CO INNE. Moim zdaniem, na polskim rynku, w przeważającej części kreowanym przez hurtowników a nie producentów, kluczowe znaczenie dla handlu - w krótszej i dłuższej perspektywie - ma sposób obsługi klienta. Przemyślane, kreatywne traktowanie konsumenta, niebanalne pomysły zwrócenia uwagi… Tymczasem króluje olewanie praw konsumenta i stosowanie nagannych, bezmyślnych praktyk.
Miliardy much - albo zdobędą się na odwagę aby wątpić i poszukiwać nowych pomysłów, albo niech zostaną przy swojej diecie i zdechną, wsłuchane w „miszczóf”. Będę wnerwiać, wkurwiać i prowokować - bo chcę żeby było lepiej.
# michał cortez — 23/10/2010 @ 19:56:
Ale tak na dobrą sprawę jedno drugiego nie wyklucza - biorąc poprawkę na specyfikę sprzedaży on-line i fakt, że nie wszystkie offlajnowe rozwiązania można tam przenieść w 1:1.
Owszem, np. cross/up-selling występuję i w realu i w sieci, ale IMHO nieco trudniej jest go skutecznie zastosować online, tak żeby;
-klientowi zaproponować coś, co rzeczywiście stanowi dla niego wartość
-propozycja pasowała do produktu już wybranego lub mogła zastąpić tańszą wersję tego czego szuka
-robić to w sposób mało inwazyjny
-nie skomplikować userowi finalizacji zakupów do tego stopnia, że w ogóle się rozmyśli lub pogubi
pamiętając przy tym, że klient działa w pojedynkę, nie ma sprzedawcy który podtrzyma rozmowę czy zrezygnuje w odpowiednim momencie. Jak przesadzimy, to stracimy klienta.
I w tym momencie kłania się tytułowa użyteczność.
Większość rozsądnych ikomersów stosuje cross~ i/lub up-selling, szczególnie w rtv/agd/komputerach/etc i za to im chwała, bo zazwyczaj są to działania rzeczywiście pomocne (kupując telefon chciałbym od razu widzieć która słuchawka bluetooth do niego pasuje, a nie przeglądać dziesiątki w poszukiwaniu tej pasującej).
Ale jeśli kupując książkę, w Koszyku dostaję 10 propozycji innych, totalnie „od czapy” i przez to ledwo co widzę guziki do finalizacji zakupów, to dostaję gorączki. Albo jeśli algorytmy produktów ‘pasujących’ generują przykłady tak oderwane od rzeczywistości, że zastanawiam się kto i pod wpływem czego je pisał ;)
I wtedy to dłuższe przebywanie na stronie nieuchronnie prowadzi do nerwicy i ucieczki w poszukiwaniu strony, która pokaże nam to, czego szukamy. Przynajmniej w założeniu, bo klienci zdecydowani na zakup mimo przeciwności „losu” też istnieją.
Tak na dobrą sprawę to jest bardzo śliska sprawa; zaproponować coś czy nie? Na karcie produktu czy lepiej w Koszyku? Zachęcić do kolejnego zakupu lub zmiany wybranego produktu? A może postawić na obsługę posprzedażną? Czy atakowanie opisami, recenzjami, gażdzetami, video i pochodnymi w ten sposób się sprawdzi? A może pokazywać je dopiero na żądanie usera, a nie epatować nimi już na starcie? I tak dalej.
To nie jest złota rada, bo wychodzę z założenia że każdy myśli za siebie, ale przed wprowadzeniem takich funkcjonalności, przetestowałbym takie rozwiązania na *własnym projekcie*. Możemy sobie gdybać, dlaczego duzi gracze stosują takie ‘przeszkadzajki’ i dlaczego robią to w ten, a nie inny sposób, ale póki nie sprawdzimy czy naszym klientom to nie przeszkadza, lub czy nasz super-pomarańczowy-guzik rzeczywiście jest lepszy od czerwonego, to strzelamy *prawie* w ciemno.
I tu znowu kłaniają się kwestie użytecznościowe i testy. Ruch klientów w galeriach jest badany. E-klienci też powinni. Może dzięki temu każdy znajdzie ten złoty środek dla swojego e-sklepu i dojdzie do win-win; sklep sprzeda więcej, a klient będzie zadowolony, bo przedstawiono mu komplet informacji i w dodatku zaproponowano coś czego szukał.
# Jacek Z. Strzembkowski — 23/10/2010 @ 20:03:
Widzisz Michał - proporcje, mieszanie różnych technik i komponowanie z nich nowej jakości. O to chodzi. Tego nie da rady zrobić stosując metodę ctr-c ctr-v… trzeba eksperymentować i nie bać się. Wszyscy uważają że czegoś nie trzeba? Guzik ma być czerwony? A kroków ma być pięć? To ja zrobię guzik „perkalikowy w kratkę” i przed zainkasowanie hajsu pokażę dobranockę - bo tak właśnie zadziała to najlepiej.
>> Ruch klientów w galeriach jest badany.
Lepiej żebyś nie wiedział jak bardzo. Opad szczęki murowany.
# michał cortez — 23/10/2010 @ 20:18:
@Jacek;
Z testami jest tylko jeden problem - uruchamiając nowy projekt, pierwsza wersja w dużej mierze powstaje na podstawie doświadczeń własnych i badań innych - z czasem dopiero można go dopieścić testując ’samego siebie’ ;)
# Czytelnik — 23/10/2010 @ 20:24:
Organizacja ruchu w sklepach IKEA to chyba ekstremalny przykład ;-)
# taboret — 23/10/2010 @ 20:31:
„To ja zrobię guzik „perkalikowy w kratkę””
I tu tkwi clou. Ty twierdzisz, że to działa, ja że nie. Owszem, zadziała u jednego, dwóch może, ale reszta much będzie wkurzona, że ich hiper-mega-kreatywne podejście nie funga. I pan Janek będzie wkurzony, że go nie wzięli do F1 jak Kubicę, przeca też ma prawo jazdy ;-)
# Jacek Z. Strzembkowski — 23/10/2010 @ 20:39:
@Czytelnik
Tak Ingvar Kamprad jest mistrzem sprzedawania. Jego „bio” powinien przyswoić sobie każdy sprzedawca. Drugi taki zasobnik „kejsów” to Tomasz Bata (ten od butów).
@taboret
>> Ty twierdzisz, że to działa, ja że nie
ostateczna decyzja należy do klienta. Klient głosuje nogami.
# Staroszkolny sprzedawca — 23/10/2010 @ 21:18:
Jestem pod wrażeniem tego rewolucyjnego odkrycia… Panie autor, to nic nowego to staroszkolne metody jak cross-selling i analizę koszykową widoczną w byle większym markecie. Zero odkrywczości - jeśli ktoś o czymś takim nie wie, to nie powinien brać się za jakikolwiek handel, nawet ten na bazarze. O takich banałach wie każdy po pierwszym roku każdego kierunku każdej uczelni ekonomicznej.
Usability pozwolę sobie przemilczeć, bo to sztandarowy przykład na wciskanie ciemnoty ludowi, na podobnej zasadzie co efekt cieplarniany. I podobnie jak do złotych rad odnośnie e-commersa udzielanych przez mikrocelebrytów blogosfery, którzy lubują się w bujaniu na teoretycznych i pseudomądrych wywodach typu „jeśli ten przycisk umieścisz tutaj to userowi będzie wygodniej i sprzedaż 66,6% więcej. Tyle, że nie jest to odczucie usera a projektanta, który trzyma się „usability” i za nic w świecie nie dociera do niego, że potencjalny kupujący ponad standardy „usability” stawia dotarcie do tego co go interesuje - NIEZALEŻNIE OD FORMY! Amazon na każdej stronie przeczy wszelkim podstawom „usability” ale dzięki rozwiązaniom rekomendacyjnym wpuszcza usera w taki flow, że temu nie pozostaje nic innego niż kupować, kupować, kupować… nawet jeśli nie chciał!
# michał cortez — 23/10/2010 @ 22:46:
@StaroszkolnySprzedawca:
Z Amazonem to akurat trochę chybiony przykład. Tak jak oni testują, nie testuje chyba nikt. Vide np. http://www.getelastic.com/5-reasons-to-copy-amazon/ (zupełnie przykładowo).
Do ewidentnych errorów na stronie wystarczy ’specjalista’, do kwestii bardziej złożonych testy - to żadna wiedza tajemna. W każdym biznesie można znaleźć osoby ślepo wierzące specjalistom i specjalistów z gatunku „nieomylnych” ;)
BTW: odnośnie ściemy z użytecznością - jak musiałbyś być zmotywowany, żeby kupić gazetę w kiosku, do którego prowadzi rozkopana droga, skoro w tej samej odległości, ale w przeciwną stronę - masz inny kiosk.. ale już z pięknym chodnikiem?
# Jacek Z. Strzembkowski — 23/10/2010 @ 22:54:
@Staroszkolny sprzedawca
… cieszę się, że widzisz takie rzeczy i uważasz je za podstawy. Ameryki żadnej nie odkrywam - nie taki jest cel.
Nie chodziło o cross/up-selling ale o odrzucenie mądrości „mikrocelebrytów blogosfery, którzy lubują się w bujaniu na teoretycznych i pseudomądrych wywodach (..)” oraz „zdroworozsądkowych przyzwyczajeń”.
Amazon ma gdzieś „zdroworozsądkowe” usability.
Strona Googla całe lata nie przechodziła żadnej validacji.
eBay, allegro i wiele innych zaczynało bez 100k na start
Są sklepy które nie układają się z Ceneo i zarabiają
Ty to wiesz - wiele osób nie. I do nich jest to kierowane. Mimo wszystko cieszę się, że tracisz czas na przychodzenie i czytanie.
OK?
Miłego wieczoru i reszty weekendu.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.