Przy kilku okazjach, ostatnio gdzieś w komentarzu przy rocznicy polskiego Internetu, zapisałem zdanie o tyn, że mam żal, że polski Internet nie miał tak do końca naukowych korzeni. ICM, MIMUW, CIUW, AGH, ośrodki na Śląsku… - były jedynie namiastką sieci akademickiej. Gdzieś ok. 95 roku, zaczęło się komercyjne zamiatanie - publiczne płatne numery dostępowe, etc… W tym czasie na świecie trwał już run na internet komercyjny. Z powszechnym dostępem wbiliśmy się w ostro wznoszącą się falę tej komercji… powszechny Internet akademicki w zasadzie nigdy nie nastąpił. Największe ośrodki akademickie do dziś pozostały informatycznie ubogie.
Powiecie, że nic straconego. Niemal cała Europa i większość świata także wtedy zrozumiały, że kręci się coś wielkiego i trzeba się podpiąć. Oni także wbili się w tę samą falę, niemal natychmiast ustalając porządek konsumowania nowego medium. A i owszem. Ale nasz internetowy komerc, demoludów, ma jeszcze jedną skazę.
Przez uwarunkowania historyczne, polityczne, straciliśmy spore kawałki kultury - w tym, kultury handlu. Jedynie nieliczni sprzedawcy są w stanie powiedzieć, że prowadzą interes, który odziedziczyli po swoich rodzicach. Że umiejętność handlowania została im dana jak „zegarek ojca” - z zasadami jak go nakręcać. Mamy setki szkół uczących „marketingu”, „biznesu”, ale skala spustoszeń na tym polu jest porażająca.
Polski Internet ma wszczepione serce świni. Technicznie - działa, jednak na próżno poszukiwać w nim atmosfery akademickich sporów, prawdziwych debat, rozwiązywania problemów, wspólnoty ludzi chcących dzielić się wiedzą. Głowa może by i czasem chciała - ale ryj sam odkręci się w stronę koryta. Próżno szukać sztućców czy zasad savoir vivre - jedyna zasada to nachapać się przed innymi.
Dziś spędziłem kilka godzin na rozmowie, twarzą w twarz, z pewnym znanym blogerem. Mieliśmy rozmawiać na konkretny temat, ale po kilku zdaniach doszliśmy do zagadnień znacznie bardziej ogólnych. Uprawiamy swoje internetowe, blogowe mikropoletko na swój sposób, różnymi metodami, stylami narracji. Mamy jakieś tam plony - udział w tym „korycie”. I widzimy podobnie - ton i zasady w polskim Internecie i polskim e-komersie ustalają ludzie, który nie mają wizji. Są głęboko zasłuchani w podpowiedzi świńskiego serca. Odpowiada im to koryto, najchętniej poza sercem przeszczepili by jeszcze pozostałe organy. Nadają ton: dyktując ceny usług, jakość usług, wybierając „liderów zestawień”, głosząc prawdy natchnione na konferencjach i w raportach.
Polscy handlarze nie wyewoluują sami. W niektórych branżach doszli do ściany - zajeździli się rywalizując cenami i skacząc pod dyktando spasionych gęb przy korycie. z branż wyniszczonych wzajemnym gryzieniem uciekają do kolejnych, które mają jeszcze „przestrzeń do rywalizacji”.. marżą. Te też padną. Świńskie serce pompuje tę tłuszczę, a ja zastanawiam się, tak po akademicku, jak ten implant z podrobów ugotować.
Poprzedni news: Jak chronić treści, których jesteśmy autorami?
Następny news: AdTaily w aukcje.org - tylko do 25. listopada

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# Wa-O-Ka — 16/11/2010 @ 17:10:
Prócz tytułowego serca, ma jeszcze język węża i cwaniacką mordę. Ot, mutant. Ot, Polska.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.