Mocno po północy z piątku na sobotę, w poście na Facebooku zapowiedziałem publikację pewnego materiału. Jego zasadniczą myśl stworzył amerykański ekonomista George Arthur Akerlof, publikując w 1970 roku na łamach The Quarterly Journal of Economics esej „The Market for ‘Lemons’: Quality Uncertainty and the Market Mechanism.”. Tekst opisywał obserwację pewnych mechanizmów ekonomicznych na przykładzie rynku sprzedaży używanych samochodów. Za analizę tych mechanizmów i rynków, wspólnie z Michaelem Spence’m i Josephem Stiglitzem, w 2001 roku Akerlof otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Mowa o jednym z fundamentów współczesnej ekonomii, jakim jest analiza rynków cechujących się asymetrią informacji oraz o selekcji negatywnej.
Postanowiłem nie spędzać całego popołudnia na rozkładanie tematu na łatwostrawne dla nie-magistrów-ekomersiaków danie i posłużyć się - tytułem wstępu - łopatologiczną prezentacją znalezioną w sieci: obejrzyjcie „prezkę” ze strony studentki Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego o dźwięcznym nazwisku Olga Kiuila. Temat tylko wygląda na skomplikowany - to jest jedno z wielu zagadnień, które studenci ekonomii muszą „ogarnąć” w trakcie studiów. Wróćcie jak obejrzycie, chyba że już wiecie o czym mowa.
Skąd się bierze polska „piwnica” e-commerce.
Pisząc „piwnica” nie mam na myśli ludzi, którzy w pocie czoła przez cały dzień i sporą część nocy tyrają w małej klitce przy szykowaniu wysyłek. Im, w większości wypadków należy się respekt. „Piwnicą” jest dla mnie - i mam nadzieję dla jakiejś części z Was - sposób myślenia: ciasny, ciemny umysł bez okien, brak świadomości tego jak wygląda rzeczywistość.
Asymetria informacji między konsumentami a sprzedawcami to tylko ogólne pojęcie, na które składa się cała masa zjawisk. W jej tworzeniu biorą udział zarówno sprzedawcy, którym czasem nie w smak jest uświadamianie klientom faktycznych cech towaru, agencje reklamowe budujące iluzoryczny obraz produktów czy marek, a nawet blogerzy nieświadomie klepiący nierzetelne lub niepełne informacje o czymś, co dostali do przetestowania. Uważnie rozglądając się po e-commersie i jego otoczeniu, do czynników „zaciemniających” można z powodzeniem dodać także „społecznościowe mechanizmy oceny” - ot choćby komentarze do aukcji czy zakupu. Bo przecież trudno uznać, że w 250 znakach klient nawet gdyby się uparł, będzie w stanie odać pełny obraz transakcji czy opisać towar. „Wszystko ok, polecam” to praktycznie żadna informacja, a najbliższym prawdy byłoby potraktowanie takiego komentarza jako DEZINFORMACJI. A co powiedzielibyście o serwisie opinii konsumentów, który akceptuje wyłącznie „dobre opinie”? Dezinformacja. Jak traktować modne w tym roku Raporty e-commerce, których autorzy nie potrafią odróżnić zysku od przychodu, nie widzą problemu w zestawianiu obok siebie przedsiębiorców działających legalnie i łamiących prawa konsumenta? Z drastyczniejszych przykładów przytoczę jeszcze „festiwale” sieciowe, w których udział i miejsce w rankingu zależy wyłącznie od pieniędzy przelanych w ten czy inny sposób na konto organizatora.
We wszystkich tych wypadkach we w miarę zdrowej głowie rodzi się myśl że, „ktoś nam wciska ciemnotę”. Przekładając to na język ekonomii, tworzy asymetrię informacji - poprzez zatajenie prawdy, kłamstwo, uproszczenie lub niekompetentną ocenę. Każde z tych działań, w myśl mechanizmów zaobserwowanych przez Akerlofa niszczy rynek i wyrugowuje z niego najcenniejsze jednostki, pozostawiając jedynie „sprzedawców rzęchów”. Widzicie ciemność? Widzicie „piwnicę”? ;)
Przepis na budowę „piwnicy” - gotowy? Jeszcze nie.
Jak promowanie jednych miernot przez inne dało w efekcie inkubator dla pseudowyroczni?
Z racji tego, że ekonomia jest nauką społeczną, pewne prawidła rządzące mechanizmami rynkowymi można z dużym powodzeniem przenosić na pozostałe relacje społeczne. Bardzo ciekawych wniosków może dostarczyć zamienienie w prezentacji ze wstępu „towarów” - „informacją”. To nie jest ćwiczenie abstrakcyjne: informacja jest towarem, a prześledzenie mechanizmu negatywnej selekcji w takim układzie, dostarcza sensownych wniosków o mizerii krajowych mędrców blogosfery i tuzów serwisów branżowych.
Rezultat asymetrii informacji w relacji „ludzie e-commerce” - „fachowcy od e-commerce”, podobnie jak między konsumentami a sprzedawcami, możecie obserwować powszechnie. Dostępna jest cała masa pseudporadników, pseudobiblii, pseudoporad, pseudoekspertów.
Ktoś, kto nie chce poprzestawać na wiedzy miejscowych guru, albo wręcz odrzuca ją, z łatwością może odnaleźć prawdziwą wiedzę - sięgając do książek ekonomicznych, czy choćby międzynarodowych serwisów. Krajowi sprzedawcy „rzęchów informacyjnych” czują zatem zagrożenie - dla ochrony własnego status quo (i zysku) zaczęli tworzyć „organizacje branżowe”, które mają nobilitować członków, promować ich pseudousługi, a na wypadek blamażu świadczyć wsparcie kumoterii. Operowanie w grupie, otwiera także zupełnie nowe możliwości - synergia działa także w cwaniactwie. Wróćcie na moment do prezentacji i prześledźcie co dzieje się z jednostkami, które oferują pełnowartościową wiedzę i porady… Uuuuuu. ciemność, widzę ciemność…! ;)
I to już cały przepis na „piwnicę”? W zasadzie tak. Niedoinformowany konsument, niedoinformowany sprzedawca, niedoinformowany ekspert, niedoinformowane otoczenie informacyjne. W zapowiedzi napisałem zdanie o skundlonej sforze goniącej własny ogon, kiedy świat pędzi do przodu. W prezentacji dla testu możecie sobie podstawić inne „towary”: usługi pozycjonowania, skrypty sklepowe… droga wolna, dla dowolnego z uczestników sfory.
I dlaczego przeciętny Kowalski nie wierzy e-sprzedawcy - jak psu.
Bo najbardziej kołysze ostatnim wagonem. W cyklu produkcja-marketing-konsument, wszystkie niepowodzenia na każdym etapie dotrą do konsumenta. Ten jednak nie jest aż tak głupi i nawet na doszczętnie zniszczonym rynku znajdzie się grupa, która będzie oczekiwać najlepszych ofert bez względu na cenę. Także jeśli chodzi o towar, jakim jest informacja.
Ta grupa jest na tyle świadoma, heh, „światła”, że jej wybory dla jakiejś części rynku będą stanowić wzorzec. Reszta rynku, reszta konsumentów, o ile w zalewie badziewia zachowała zdroworozsądkowe myślenie „ktoś nam wciska ciemnotę”, także z czasem zacznie oglądać się za tymi, którzy tej ciemnoty wciskają mniej.
Przeciętny Kowalski w tym momencie doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tzw. „testy konsumenckie” bywają ustawiane. A już raporty - na pewno. Że do pisania „recenzji” wybierani są nierzadko ludzie o gołębim sercu, mięknącym przy brzęku monet lub eunuchy, którym strach przed rozszarpaniem przez sforę oraz brakiem na papu podpowiada co mają pisać. Przeciętny Kowalski wie, że student pierwszego roku ekonomii najprawdopodobniej ma większą wiedzę ekonomiczną niż najwybitniejsi „eksperci z Internetu”. Kowalski potrafi używać Googla, a ten bezlitośnie wskazuje opisy zarówno przedmiotów, sprzedawców… jak i ich wad, choćby w języku obcym.
Światełko w… „piwnicy”
Kluczem do rozebrania mechanizmu negatywnej selekcji jest informacja. Nie podam Wam dokładniejszego przepisu na to, jak wyjść z „piwnicy”. Na własny użytek stosuję dosyć proste zasady które chronią mnie i Aukcje.org od wciskania ciemnoty. Czasem ryzykuję miano hejtera i flekuję jakiegoś ciemnogrodzkiego bożka. Nie kieruję się zdaniem „wpływowych blogerów” - wręcz, większości już nawet nie czytam. Odmawiam udziału w „piwnicznych” konferencyjkach, zestawieniach, inicjatywach i konkursach - nie popełnię też żadnej publikacji w rynsztoku krajowych wydawnictw, skupiających „pisaczy dla chleba”. Mogę sobie pozwolić na luksus pisania dla przyjemności - a skoro tak, to możecie być pewni, że nie skurwię się jak „wpływowy bloger” i nie przyłożę ręki do „równania w dół”.
Poprzedni news: PaneleAllegro.pl i GalerieAllegro.pl
Następny news: Podsumowanie roku 2010 - Swistak.pl, Furgonetka.pl

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
# neosport.pl — 12/12/2010 @ 17:42:
mocne i niestety prawdziwe.
# GaudyK — 12/12/2010 @ 19:44:
Dobry tekst, przy czym IMHO ta opisana „patologia”, chociażby nierozróżniania zysku od przychodu, wynika też z tego, że rynek e-commerce w Polsce jest, jaki jest - raczkujący ciągle. Jest lepiej niż 3 lata temu, udział przychodów e-commerce w handlu detalicznym rośnie co roku, ale do poziomu chociażby Wielkiej Brytanii daleko nam…
# Jacek Z. Strzembkowski — 12/12/2010 @ 20:26:
@GaudyK
>> ale do poziomu chociażby Wielkiej Brytanii daleko nam
porównania z rynkami tego typu (jęz. angielski, niemiecki, portugalski, hiszpański, chiński i Indie) są… Nie ta skala. To jak flota pancerników przy wycieczce kajakowej.
>> nierozróżniania zysku od przychodu, wynika też z tego, że rynek e-commerce w Polsce jest, jaki jest - raczkujący ciągle
obawiam się, że wynika z braku elementarnej wiedzy u tworzących raporty. Tu nie ma żadnej winy „rynku”.
# Pseudo — 12/12/2010 @ 22:32:
Już myślałem że jakiś artykuł o www.piwnica24.pl :)
# neosport.pl — 12/12/2010 @ 22:50:
@Jacku gratuluję niezłomnej postawy, jednak uważam, że nie wszystko jest takie złe. Jest ciekawa inicjatywa taka jak shopcamp, który bardzo cenię a i ostatnio DDD pokazał, że można zrobić wspólnie coś pożytecznego dla polskiego ecommerce.
Myślę, że jest więcej takich pozytywnych przykładów, które wyłamują się z dość pesymistycznego obrazu jaki nakreśliłeś i dają nadzieję, że jednak wyjdziemy z tej piwnicy :)
# GaudyK — 12/12/2010 @ 23:04:
„obawiam się, że wynika z braku elementarnej wiedzy u tworzących raporty. Tu nie ma żadnej winy „rynku”. ”
Zgoda, to oczywiste. Ale wyobrażasz sobie podobny błąd w raporcie branżowym, który dotyczyłby powiedzmy rynku nieruchomości (przykładowo)? Czy też innej poważnej gałęzi handlu detalicznego - np. FMCG? Ja nie… To wynika z tego, jak traktuje się e-commerce. Ciągle, jak wycieczkę kajakową, a nie flotę pancerników - korzystając z Twojego porównania.
Wina „rynku” dla mnie tutaj też jest ogromna, bo to rynek ciągle kompletnie dziecinny - ponad 20 procent ciągle używa ohydnego osCommerce z grafiką z samego początku ery internetu, a ~50% decyzji zakupowych zależy od estetyki grafiki (ściślej, jakie zaufanie wzbudzi wizerunek sklepu u potencjalnego klienta, a grafika tu jest kluczowa). I nie byłoby z tym problemu, gdyby internauci byli wyczuleni na takie sklepy.
Podobnych przykładów jest dużo - bo jak wytłumaczyć sytuację, jak przedsiębiorca Kowalski dostaje zamówienie w założonym sklepie, ale po prostu nie wysyła go? Dlaczego? Bo tak - chciał więcej zamówien; za tydzien wyśle, jak uzbiera mu się 4-5 chociaż. Klient niech czeka.
Jaki rynek, tacy „fachowcy od e-commerce”, takie raporty, takie sklepy itd. I nie ma co tutaj się dziwić - początki zawsze są trudne. Oczywiście to tylko moja opinia…
Na szczęście - jest coraz lepiej. Za 6-7 lat dogonimy obecny poziom UK, więc myślę że znajdą się instytucje, które ocenią chociażby poprawnie ilość sklepów internetowych w PL.
# Monter — 13/12/2010 @ 0:08:
No - wreszcie coś do czytania i pomyślenia, w miejsce wcześniejszych tekstów wyglądających jak ujadanie lub osobiste wycieczki.
Cała prawda zawarta w tekście powyżej (z którą się zgadzam) nie bierze jednego pod uwagę: przykładowy Kowalski zanim wpadnie na to co napisano jednak się najpierw natnie i sparzy. Czy to poprzez papkę serwowaną przez „grupę”, czy poprzez zakup towaru jaki nie koniecznie jest tym, co oczekiwał. I wielu z tych „działaczy” wystarczy ten jeden raz, potem się przerzucą na coś innego i zabawa od nowa. Gdyby tak nie było, ta cała opisywana „ogranizacja branżowa” rozpadła by się w mig. Już tak niestety jest, że najpierw Kowalski się natnie, a dopiero potem mądrzeje (ale nie każdy) i innymi oczami widzi wszelakie raporty, oceny w sieci czy inne zestawienia TOP ileś-tam oraz zaczyna inaczej poszukiwać inormacji. To, co owa grupa serwuje ma po prostu swoich odbiorców. Gdyby to nie działało na szarą durną i bezmózgą masę, to by nie istniało.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 0:23:
@neosport.pl
nie chcę wypowiadać się o ShopCampie ani DDD. Pozostawię bez komentarza.
Nie chodzi o obraz, a o rzeczywistość i codzienność - ok?
>> z dość pesymistycznego obrazu jaki nakreśliłeś
Nie chodzi o pesymizm, a o zejście na ziemię. Nie ma wyjścia z piwnicy jeśli zamiast uczciwego handlu będą tricki, cwaniactwo i dezinformacja.
@GaudyK
>> wyobrażasz sobie podobny błąd w raporcie branżowym, który dotyczyłby powiedzmy rynku nieruchomości
taki błąd miał miejsce. Krótkotrwała przerwa w malowaniu cudnych „obrazów rynku” nastąpił w momencie publikacji raportu bankowców o realnych cenach jakie płacą klienci zaciągający kredyty na mieszkania. Różnica między „obrazem” a rzeczywistością była mocno poza błędem statystycznym.
>> ponad 20 procent ciągle używa ohydnego osCommerce
patrzę na to inaczej. Chodzę do sklepów i widzę czasem starszego pana, w przykurzonym sweterku, towar leży na prawie rozpadających się półkach. Jego sklep „ma konwersję 100%” - jakby powiedzieli ekomercyjni - a zawdzięcza to uczciwości, wiedzy i ciężkiej pracy.
>> Na szczęście - jest coraz lepiej. Za 6-7 lat dogonimy obecny poziom UK
optymista ;)
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 0:30:
@Monter
>> No - wreszcie coś do czytania
dzięki. Będzie więcej.
>> przykładowy Kowalski zanim wpadnie na to co napisano jednak się najpierw natnie i sparzy.
To już nastąpiło. Kowalski już wie, że ma nie ufać. To „spece” nie rozumieją, że „interes nie idzie” bo tacy Kowalscy już się pokapowali z kim mają do czynienia.
# Monter — 13/12/2010 @ 0:33:
>> To już nastąpiło. Kowalski już wie, że ma nie ufać. To „spece” nie rozumieją, że „interes nie idzie” bo tacy Kowalscy już się pokapowali z kim mają do czynienia.
Jak patrzę na „nasze ulubione” Allegro, to nie mam takiego przekonania ;)
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 0:40:
@Monter
przy okazji: personalne wycieczki nadal będą. Ktoś w końcu musi napisać szczerze o hochsztaplerach. Inaczej… nadal będzie „piwnica”, a wszyscy wokół będą się zastanawiać jak się tam znaleźli i którędy do wyjścia. Wyjściem jest informacja.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 0:44:
@Monter
>> Jak patrzę na „nasze ulubione” Allegro
to jest specyficzny „rynek” i jego organizator doskonale wie w co się bawi i jakie ludzie mają problemy. Problemy aukcjonerów to nie są problemy Allegro.
# Monter — 13/12/2010 @ 0:54:
O.K., no to ustalmy, że moim ulubionym ;)
Chodziło mi o to, że to miejsce gdzie Kowalski się najprędzej i najczęściej sparzy. Fakt, źle się wyrazilem pisząc, że to problemy Allegro. To nie problemy Allegro, a problem Kowalskiego, który kupując - prosty przykład - obudowę zewnętrzną do dysku twardego ma do wyboru masę ofert, przy czym prawie żadna nie wspomina jaki w obudowie jest limit wielkości obsługiwanego dysku. Kowalski ma dysk 750GB lub większy, kupuje na zasadzie papki i dezinformacji (bo sprzedawca albo nie odpowiada w ogóle na mail z pytaniem - może sam nie wie? - albo wali ściemę byle sprzedać) no i kupa - nie działa. A miało być tanio i bezboleśnie ;) Na seser nie daje negatywa bo nie chce odwetowca. Takie mamy obecnie realia e-handlu, Panowie i Panie.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 1:03:
Allegro dba o odpowiedni poziom dezinformacji. Robi to nie w celu psucia rynku, ale dla ochrony własnych przychodów. Psucie to efekt uboczny. Mieli opory przed znaczkiem firma. „Super Sprzedawca” jest ściemą. OK, jest POK, ale jeśli ktoś się natnie na zakupach przed świętami, to kiedy dostanie odszkodowanie?
Takie ustalili zasady gry… i niech kombinują dalej. Jeśli sklepy zaczną normalnieć - Allegro straci klientów.
# Monter — 13/12/2010 @ 1:13:
Dbają, dbają. Ostatnio jakis admin miał problem z przyzaniem zwrotu prowizji w wysokości całych 7 groszy (odrzucono wniosek), gdzie kupujący przyznał się jawnie w odpowiedzi na FZP, że nie podjął przesyłki w terminie i wróciła ona do nadawcy. Znaczy się do transakcji według nich doszło?
Kiepsko muszą stać finanse Allegro, skoro połaszczyli się na 7 groszy. Może też stąd pomysł na zakupy bez rejestracji.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 1:21:
Przy tylu tysiącach zdarzeń nikt tego jednostkowo nie traktuje. Mogą opowiedzieć 10 000 opowieści o tym, jak FZP spełnił swoje zadanie…
Można kupować na aukcjach bez ryzyka. Jeśli wie się na co patrzeć, gdzie szukać informacji - da się. Odpukać - na moich kontach i koncie mojej żony jest 100% pozytywów. W eBay identycznie.
# Monter — 13/12/2010 @ 9:42:
Mieć 100% pozytywów z kupowania to żadna sztuka. Sztuką jest je mieć prowadząc głównie sprzedaż.
# ksy — 13/12/2010 @ 13:32:
Ciągle w mojej głowie powstaje pytanie czy pisanie dla przyjemności daje prawo do nieargumentowania swoich wypowiedzi? Oraz czy wieczne uogólnianie i sprowadzanie patologii do „standardu” jest sprawą normalną?
W tekście jest kilka uwag trafnych, jednak ja Jacku, skoro ciągniesz temat pozostaje w oczekiwaniu na uzasadnienie oskarżenia które przedstawiłeś pod adresem pewnych testów.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 17:01:
ksy, 9 grudnia, 14:55 (na tablicy w FB):
cyt: „Dlatego pozwolę sobie ten wątek zakończyć co by się jednak na siebie nie pogniewać.”
Jacek Strzembkowski, 9 grudnia o 15:08: „ok - jak wolisz.”
# ksy — 13/12/2010 @ 17:37:
@Jacek - Jak widać „jak wolisz” a wpis robisz 2 dni później, więc go nie kończysz. Czekam na argumenty ewentualnie przeprosiny za tą, że uwagę.
# Jacek Z. Strzembkowski — 13/12/2010 @ 18:45:
Powtórzę to, co napisałem Ci na prv: Dla Ciebie - ten wpis może być tym, czym zechcesz. To nie mój problem co w nim widzisz.
Napisz komentarz:
Opcja komentowania dla tego artykułu została wyłączona.