Pierwsza publikacja: 21 kwietnia 2011
Miałem poważny powód - pomijając te mniej ważne i bardziej osobiste - aby w ostatnią sobotę odmówić Marcinowi udziału w jego zabawie w pisanie regulaminu w 1000 znakach. Być może moje racje przekonają kogoś z czytelników, innym może dadzą okazję do odrobinę bardziej krytycznego spojrzenia na ragulamin we własnym sklepie czy w sklepach, w których robicie zakupy. Szczerze powiedziawszy nie dbam o to i pozwolę sobie nie dyskutować z kontrargumentami jeśli takie pojawią się.
Podobny pomysł przyświecał zapewne twórcom licencji Creative Commons, która może mieć zastosowanie np. kiedy umieszczacie samodzielnie wykonane zdjęcie na stronie WWW. Skończyło się na tym, że licencji CC jest kilka różnych rodzajów… a ogólnie sposobów licencjonowania tego typu produkcji - jeszcze więcej.
Jeśli przeanalizujecie swoją lub cudzą sprzedaż, powinniście wyłapać pewne typowe schematy sytuacji, które w danej branży powodują największe komplikacje. Dla przykładu, branża odzieżowa powinna liczyć się z koniecznością udostępniania dogodnej formy zwrotów. Sukces odniesie ten, kto z takiego kłopotu i umiejętnego rozwiązania formalności uczyni zasadę, wedle której uda mu się wyjść na swoje. Zappos to tylko sztandarowy przykład - z podobnymi zagadnieniami uporała się większość sklepów w Niemczech, gdzie zwroty stanowią nawet 50% sprzedaży. Polskie sklepy też to czeka.
Zupełnie inne „typowe problemy” będzie mieć sprzedawca rowerów, jeszcze inne sprzedawca komputerów, książek, wędlin, oprogramowania. Za każdym razem gdzie indziej będzie ulokowany „punkt krytyczny” formalności sprzedaży, od którego przemyślenia w dużym stopniu zależeć będzie powodzenie całej działalności.
Kopiując czyjś regulamin, klepiąc bezmyślne formułki, które kiedyś gdzieś zobaczyliście, ładując się w „szablony regulaminu” - skazujecie się na niedopasowanie. Na brak tego „czegoś”, co może pozwoli ogarnąć standardowy lub nietypowy problem branży czy Waszego sklepu.
Osoby biorące udział w zabawie w 1000 znaków powoli powinny zacząć łapać prostą prawdę wynikającą z wykreślania pierwotnie umieszczonych zapisów powtarzających przepisy ustaw. O te sprawy zadbał ustawodawca, a obecnie i w przyszłości będzie dbać „jeszcze lepiej” banda w Brukseli. Większość praw została konsumentowi już dana. Sprzedawcy dano całą masę obowiązków. To, czego nie dano, to gwarancja, że taki handel przyniesie zysk przedsiębiorcy. O to, musi postarać się sam chroniąc własne interesy także w regulaminie.
Pierwszą składową regulaminu stanowi wypełnienie obowiązków nałożonych na przedsiębiorcę. W zależności od tego jak zdefiniujecie zakres i sposób świadczenia swojej usługi, te obowiązki będą się od siebie diametralnie różnić. Inne obowiązki ma sprzedawca AGD/RTV, inne sprzedawca ręczników, zabawek, żywności. Inne jeśli przy sklepie jest forum, newsletter, formularz opinii, mechanizm śledzenia przesyłki. Każdy element ma swoje konsekwencje.
Spełniliście obowiązek - świetnie, teraz część druga:
W interesie sprzedawcy jest dookreślenie warunków gwarancji i ew. reklamacji, tego w jaki sposób oraz w jakim stanie towar może być zwracany, czy/jak/kiedy można anulować/modyfikować zamówienie, czy innym przedsiębiorcom robiącym u niego zakupy przysługują prawa analogiczne jak dla konsumentów, czy inne, w jakich sytuacjach sprzedawca rezerwuje sobie prawo do odmowy sprzedaży, co dzieje się w wypadku różnych awarii, prezyzyjne określenie jakie dokładnie usługi świadczy, kto komu składa ofertę, od którego momentu jest ona wiążąca… i wiele innych.
Całość ma tworzyć logiczną konstrukcję, dozwoloną prawem, wyrażoną w jednoznacznych dla prawnika zapisach, które chronią dupę sprzedawcy. Czego, jak widzę, Marcin nadal ni chu-chu nie rozumie.
Poprzedni news: FB repost: „Powróżyć?”
Następny news: FB repost: 1000 znaków po raz drugi

RSS |
RSS komentarzy | Kontakt | O stronie | Polityka prywatności
Copyright © Jacek Z. Strzembkowski - wszelkie prawa zastrzeżone
Brak komentarzy.
Napisz komentarz:
Nota:
Przed publikacją komentarze są moderowane.