Sklep przy Wspólnej zostanie zamknięty ostatniego dnia roku. Lokal przejmie bank, który już teraz zajmuje sporą część budynku.
- To bezwzględny żywioł kapitalizmu. Tak się w życiu dzieje - uśmiecha się Zbigniew Hołdys. - W większości krajów świata tak jest, u nas też. Mistyczne miejsca kulturowe przegrywają z rynkiem. Nie mam żalu do banku.
Zresztą, jak uważa właściciel, instrumenty muzyczne to w tej chwili skansen. Wypierają je nowoczesne technologie. W ciągu 12 lat działalności sklepu liczba klientów zdecydowanie się zmniejszyła. kiedyś ledwo nadążało 10 sprzedawców, teraz często wystarcza jeden czy dwóch.
Klienci ślą mnóstwo e-maili, dzwonią - wszyscy mówią o tym, jak będzie im żal tego miejsca.
- No... Nie wiem, co teraz. Pewnie pracę znajdę, ale to już nie to samo. Tu było inaczej, nigdzie tak nie jest - mówi z żalem jeden z tamtejszych sprzedawców.
Właściciel sklepu nie pozostawia jednak żadnych złudzeń:
- Tę sprawę uważam za zamkniętą. A sklepy zostawiam biznesmenom. Nie planujemy z Gusią, moja żoną, otwierać kolejnego sklepu, w innym miejscu - zapewnia Hołdys.
Co dalej? Zbigniew Hołdys zapowiada otwarcie "jakiegoś miejsca" w Warszawie, ale - zastrzega - na pewno nie będzie to miejsce handlowe, tylko kulturalne. No i zamierza wrócić do grania. Póki jest na to pora. Teraz przesłuchuje muzyków.
Ponieważ sklep nie ma żadnych magazynów, musi wszystko wyprzedać. Od wczoraj "można się kłócić o ceny" i kupować nawet o jedną trzecią taniej. Być może między świętami a sylwestrem odbędzie się pożegnalna bibka? To, co zostanie, różne pamiątki zasilą konto WOŚP, będą wystawione na Allegro.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna